poniedziałek, 18 września 2017

5 spraw, o których mogłaś zapomnieć przygotowując ślub i wesele


Dzień "przed"



Dekoracja sali, przymiarki sukni, kwiaty w Kościele i ostatnie szlify przed pierwszym tańcem – zapewne tak może wyglądać gorączkowy „one day before”, każdej z nas. Czy to dobrze, czy źle – nie ważne. Wiem jedno, nie chciałabym w ten sposób spędzić ostatniego panieńskiego wieczoru. Z drugiej strony szalona noc w damskim gronie, nie jest najlepszym pomysłem przed tak ważnym dniem. Zatem, co robić? Ręka do góry, która z Was zaplanowała sobie romantyczną randkę z narzeczonym albo miły, rodzinny wieczór w gronie najbliższych. Co zatem powiecie na krótki post z kilkoma moimi pomysłami na przyjemne spędzenie tego wieczoru?

Ceremonia ślubna




Większość z Was być może trafiła tutaj z fanpage’a oprawy wokalnej ślubu, którą oferuję parom. W związku z tym, możecie śmiało mi zaufać – na kilku ślubach byłam i trochę już widziałam. Od zapłakanej Panny Młodej, po surfującego na welonie Pana Młodego J Tak czy inaczej, moją uwagę przykuwa fakt, jak wiele spraw Młodzi oddają w ręce podwykonawców. Zrozumiałe jest to w przypadku spraw, na których się nie znają. Być może też część niedopatrzeń wynika, z tego, że nie wiedzieli, że mogą przykładowo wybrać czytanie czy tekst psalmu. A szkoda, bo piękny charakter nadaje mszy aktywność zgromadzonych podczas ceremonii. Na temat tego, jak dobrze zaplanować ceremonię ślubną, też chciałabym przygotować oddzielny post. Co Wy na to?


Transport gości po weselu




Tutaj z lekkim marginesem podrzucam Wam temat, bo wiem, że wiele par bardzo starannie dba o swoich gości, również pod kątem ich transportu. Mam tutaj na myśli szczególnie powrót z wesela w późnych godzinach nocnych. Możemy się oczywiście spierać, czy to należy do obowiązków gospodarzy, czy nie i każdy prawdopodobnie będzie miał rację, ale wiem jedno. Nic tak nie psuje zabawy, jak pusta sala taneczna, więc chyba nie chcemy, by nasi goście uciekali z balu przed północą. Sposobów na rozwiązanie tej kwestii jest kilka. Możemy zatrudnić kierowcę, któremu powierzymy własny samochód, ale równie dobrze, dogadać się z tzw. „kumplem pod telefonem”, który co pół godziny będzie rozwoził kolejną turę biesiadników.

Dzień "po"

Wbrew pozorom to również ważny dzień, bo pierwszy dla Was jako Męża i Żony. Pod warunkiem, że nie zaplanowaliście poprawin, prawdopodobnie czeka Was rozwożenie tzw. pozostałości po imprezie. Mam tutaj na myśli kwiaty, alkohol, ciasto, może nawet jedzenie. Wszystko zależy od sali, jednak tak czy inaczej, wieczór na pewno będziecie mogli jakoś zagospodarować. Jeśli nie wyruszacie skoro świt w podróż poślubną, to zaplanujcie swoją pierwszą małżeńską randkę. O małżeństwo trzeba dbać i to już od pierwszych godzin, absolutnie.

 

Zdjęcia dla gości

Ten punkt, możecie potraktować jako ciekawostkę/pomysł, ponieważ jest to moje osobiste spostrzeżenie, którego nie konsultowałam z innymi osobami, ale kto by nie chciał dostać zdjęć z wesela? Zaskoczcie mnie i powiedzcie, że macie na to jakiś inny pomysł, niż wysłanie mailowo wszystkich zdjęć do wszystkich, którzy chęć ich posiadania wyrażą. Niech będzie, że to moja fanaberia, ale marzy mi się takie skromne podziękowanie każdemu z osobna, za jego obecność poprzez ofiarowanie (czy też przesłanie pocztą) kilku wywołanych zdjęć z wesela, na których są Ci goście właśnie. W bonusie dorzuciłabym jedno reprezentacyjne zdjęcie Pary Młodej z sesji plenerowej. Nie wiem, czy ten pomysł przypadł Wam do gustu, ale wydaje mi się, że goście mogliby być bardzo mile zaskoczeni, takim spersonalizowanym upominkiem.

środa, 11 stycznia 2017

Coś więcej niż dekoracje, czyli rys przygotowań od wewnątrz

Bez względu na to, czy jako świeżo upieczona narzeczona już przebierasz nóżkami, żeby rozpocząć przygotowania do wesela, czy jeszcze nie nacieszyłaś się nowym statusem w związku, a już cały świat oczekuje od Ciebie podejmowania trudnych decyzji, ten post jest dla Ciebie. Przedstawiam Ci trzy rzeczy, które na pewno warto zrobić, zanim pochłoną Cię formalności i przygotowania.

1. Zadbaj o swoje ciało.

Podobno każda przyszła Panna Młoda, niezależnie od wyjściowej wagi, planuje schudnąć do wesela. Kwestię stosowania diety i odpowiedniego treningu pozostawiam specjalistom, ale warto skupić się na samej idei. Czy warto dostosowywać swój rozmiar do wymarzonego modelu sukni, albo w szaleńczym tempie zrzucać zbędne kilogramy na kilka tygodni przed uroczystością? Osobiście jestem przeciwniczką takich rozwiązań. Każda z nas w dniu zaręczyn ma określoną budowę i wagę ciała. Jeśli od dawna pracujesz nad sylwetką i zasadniczo dbasz o siebie, zastanów się nad tym, jak chciałabyś wyglądać, ale przede wszystkim czuć się w ten wielki dzień. Mdlejąca Panna Młoda będzie tak samo źle wspominana, jak ta z pękającą w szwach sukienką. Co do sukienki zresztą, sam jej zakup w wielu poradnikach dotyczących planowania wesela sugerowany jest na około 6 miesięcy przed ślubem. To całkiem sporo czasu.  Wybierz zatem taką kreację, która pasuje do Twojego rozmiaru już w dniu zakupu/ostatniej przymiarki i zamiast zostawiać zapas, zaplanuj 6 miesięcy tak, abyś Tego Dnia czuła się w niej swobodnie i komfortowo. Co ważne, od dnia zaręczyn do momentu kupna sukni zazwyczaj zostaje znacznie więcej niż pół roku. Przez ten czas warto zadbać, aby w dniu zakupu/ostatniej poprawki krawieckiej, nasza sylwetka była już tą docelową. O to jak to zrobić, żeby w połowie drogi nie nabawić się kontuzji albo co gorsza anemii, warto spytać profesjonalistę. Kiedy motywowana przez internetowych doradców biegałam na siłownię i codziennie wyszukiwałam nowe, ciekawe ćwiczenia mój narzeczony (z wykształcenia trener personalny), któregoś dnia słuchając moich przechwałek o tym, jakie to super ćwiczenie właśnie robię, otworzył z przerażeniem oczy – „I nikt nie przyszedł Cię poprawić?” Tym samym ostatecznie porzuciłam plany skomplikowanych treningów bez kontroli specjalisty.
2. Zadbaj o swój umysł.

Nasza psychika to jedna z tych sfer, która często płata nam figle podczas różnych ważnych wydarzeń w naszym życiu i o tyle, o ile ciężko będzie niektórym z nas zapanować nad wzruszeniem w dniu ślubu, to wydaje mi się, że z powodzeniem możemy powalczyć o odrobinę więcej spokoju i harmonii wewnętrznej tego dnia. Mam na myśli jakiś rodzaj strachu i niepewności, które często pojawiają się w głowach przyszłych małżonków tuż przed rozpoczęciem uroczystości. Ostatnio, świadoma swojej przewrotnej natury, kierowana obawą wykonania spektakularnej ucieczki sprzed ołtarza, wpadłam na pomysł, jak odrobinę oswoić się z perspektywą małżeństwa. Ktoś bardzo mądry powiedział mi, że miłość jest jak sól kuchenna. Na co dzień jej nie zauważamy, ale kiedy zapominamy posolić ziemniaki, natychmiast orientujemy się, jak jest istotna. Dlatego też postanowiłam częściej zdawać sobie sprawę z jej znaczenia. Wyobraźcie sobie, że od dnia zaręczyn, do dnia ślubu codziennie zapisujecie na małej kartce coś, co w narzeczonym Was szczególnie pociąga, urzeka, coś co tego dnia zrobiło na Was choćby najmniejsze wrażenie albo coś za co jesteście mu po prostu wdzięczne. Niech to będą drobnostki, jak np. zrobił mi pyszną kawę albo bardziej generalnie szacunek, zaufanie, dobroć. Możecie przeznaczyć na te karteczki słoik albo kopertę. Niech to będzie Wasze The Best of My Fiancé/Fiancée. Wydaje mi się, że jest spora szansa, że kiedy w dzień ślubu opanuje Was paraliżujący stres, wspomnienie takiej „listy przebojów”, może Wam odrobinę pomóc.

3. Zadbaj o swoją duszę.

To punkt dla bardziej uduchowionych, ale zdecydowanie jeden z najistotniejszych w moim odczuciu, bez względu na poglądy i wiarę. Czym jest dla mnie małżeństwo? Jaką chcę być żoną/mężem? Co oznaczają dla mnie słowa przysięgi małżeńskiej i czy aby na pewno je rozumiem? A może zwyczajne, jak być dobrym małżonkiem i wytrwać w związku na całe życie? Czasem się zastanawiam, czy aby na pewno wszystkie małżeństwa zostały zawarte w sposób ważny, tj. z pełną świadomością i rozeznaniem? Czy wszyscy małżonkowie wypowiadający słowa przysięgi mieli w dniu ślubu świadomość ich znaczenia? Obawiam się, że można byłoby wysnuć dość przerażający wniosek zagłębiając się w ten temat. Warto jednak zadać sobie powyższe pytania i zmusić się do udzielenia na nie odpowiedzi przed samym sobą. Sposobów jest mnóstwo. Można rozmawiać ze znajomymi małżeństwami, rozpytywać o recepty na udany związek rodziców albo dociekać o rozwiązania problemów najczęściej w związkach występujących. Można zagłębiać się bardziej w to, co o małżeństwie mówi Biblia, czy inne źródło wiary, w zależności od osobistych poglądów. Tak czy inaczej, na pewno warto poszukać także odpowiedzi w oparciu o nasze własne odczucia. Ja wiem, że daleka droga przede mną i cieszę się z tego okresu narzeczeństwa, bo mogę sobie pewne kwestie dokładnie przemyśleć, ułożyć w głowie, skonfrontować z moimi cechami, zwłaszcza tymi, które potencjalnie temu małżeństwu mogłyby zagrozić. Cel jaki sobie wyznaczyłam na ten czas – znaleźć te małe wredne demonki w sobie, dokładnie poznać i umiejętnie rozbroić. 

Tak, czy inaczej fajnie do małżeństwa przygotować się także od tej drugiej strony. Dekoracje, zaproszenia i sukienki to wbrew pozorom małe piwo, przy tym jaką pracę trzeba wykonać nad sobą, żeby wejść w ten nowy etap choć odrobinę przygotowanym. 


wtorek, 27 grudnia 2016

Druhny i drużbowie

Święta Bożego Narodzenia to wyjątkowy czas rodzinnych spotkań, a co za tym idzie wspaniała okazja do narad i pogaduszek na tematy związane ze ślubem. Podczas jednego z takich spotkań właśnie odkryłam, jak dużym problemem, spędzającym sen z powiek moich kochanych druhen, jest kwestia ich zadań/obowiązków związanych z tą funkcją. W związku z tym dziś post dla Was i dla wszystkich pań i panów, którym przypadł w udziale ten, często kłopotliwy zaszczyt.
DRUHNA/ŚWIADKOWA – często siostra, kuzynka lub przyjaciółka Panny Młodej. Osobiście doradzam dać sobie wystarczająco dużo czasu na podjęcie decyzji o wyborze odpowiedniej osoby na tę funkcję. Warto by towarzysząca nam druhna miała czas i chęć brania udziału w niektórych kwestiach organizacyjnych, a także była obdarzona naszym zaufaniem na tyle, by móc przykładowo wieczór panieński, zorganizować bez naszego udziału. Do stałych, właściwych druhnie obowiązków należą:
©       pomoc przy wyborze suknie ślubnej – to jeden z kluczowych obowiązków każdej świadkowej, bowiem poza nieocenionym głosem doradczym, to ona będzie pomagała Pannie Młodej w założeniu sukienki czy odpięciu jakiegoś jej elementu podczas wesela,
©      pomoc w wypisywaniu i rozsyłaniu zaproszeń – nie jest to punkt z listy MUST, ale na pewno doceni to każda zabiegana Para Młoda w ferworze przygotowań,
©      organizacja wieczoru panieńskiego – jest to kwestia bardzo indywidualna, gdyż nie wszyscy w ogóle przejmują się organizacją tego typu spotkań, a poza tym jeśli zdarzy Wam się trafić na Pannę Młodą z obsesją kontroli, może się okazać, że druhna będzie wyłącznie posłusznym wykonawcą życzeń głównej bohaterki,
©      asysta w domu Panny Młodej – druhny i inne kobiety z najbliższego otoczenia Panny Młodej zazwyczaj asystują jej w ostatnich przygotowaniach do wielkiego dnia,
©      podtrzymywanie bukietu w różnych sytuacjach – apel do Panien Młodych: mężczyzna ze ślubnym bukietem kwiatów naprawdę nie wygląda dobrze, nawet przez chwilę,
©      koordynacja dzieci niosących tren/sypiących kwiatki/ryż/pieniądze – to ważna kwestia, gdyż warto by ktoś czuwał nad często zdezorientowanymi najmłodszymi członkami rodziny, warto też by była to jedna osoba, która zna przebieg całej ceremonii,
©      dbanie o wygląd Panny Młodej podczas przyjęcia – to kolejny z listy kluczowych obowiązków punkt, w celu realizacji którego warto wyposażyć się w zestaw małego pomocnika składający się m.in. z dodatkowej pary rajstop, szminki, pudru, igły i nitki czy kilku wsuwek do włosów.

DRUŻBA/ŚWIADEK – równie często jest to brat, kuzyn czy przyjaciel Pana Młodego i równie ważne jest, by pozwolić sobie na chwilę zastanowienia nad wyborem odpowiedniego kandydata. Ośmielę się stwierdzić, że funkcja świadka na weselu jest często o wiele bardziej wymagająca niż rola druhny, prawdopodobnie ze względu na czyhające podczas zabawy weselnej pułapki, z którymi panie na ogół lepiej sobie radzą.
©    pomoc w wyborze garnituru weselnego – podobnie jak u Pań bezcenny głos doradczy, jak również zapoznanie się z wszystkimi elementami stroju,
©    organizacja transportu dla Pary Młodej – dzisiaj ta funkcja często ograniczona jest wyłącznie do prowadzenia auta, którym jadą Państwo Młodzi, jednak kiedyś do obowiązków drużby weselnego należała organizacja pojazdu w ogóle, co wiązało się oczywiście z pokryciem kosztów wynajmu czy paliwa,
©    dopilnowanie obrączek – sytuacja, w której zestresowany Pan Młody zapomina obrączek… tu świadek często odgrywa kluczową rolę,
                   ©    organizacja wieczoru kawalerskiego – zdecydowanie tradycja pozostała ciągle żywa i                                 rzadko spotyka się sytuacje, w których Pan Młody sam organizuje wieczór kawalerski,                               męskie wypady „niespodzianki” przyprawiają o palpitacje niejedną przyszłą żonę,
©    bramy – w zależności o przyjętej w danym regionie tradycji, do zadań świadka należy pomoc w przeprawieniu się Pana Młodego przez tzw. „bramy” na drodze do domu Panny Młodej; warto zadbać o odpowiednią ilość alkoholu w bagażniku i poćwiczyć umiejętności negocjacyjne,
©    asysta w domu Pana Młodego – w tym miejscu zawsze mam przed oczami zdjęcie drużby zawiązującego Młodemu krawat, aczkolwiek z reguły ten obowiązek należy do tych z rodzaju symbolicznych,
©    krótkie przemówienie – coraz częściej spotykana forma podkreślenia wyjątkowego charakteru uroczystości, w moim regionie rzadko spotykana, acz na pewno jako niespodziewana i dobrze przygotowana będzie bardzo dobrze odebrana przez Parę Młodą i gości.

Jako drużbowie i druhny nie zapomnijcie oczywiście o obowiązkach, które należą do Was bez względu na płeć, tj.:
©    omówienie przebiegu wesela wraz z Parą Młodą z zespołem/DJem – jest to o tyle ważny punkt, że najczęściej to z podwykonawcami ustala się cały scenariusz zabawy weselnej,
©    ewentualna pomoc w dekoracji sali weselnej,
©    stawienie się w dniu ślubu z dowodami osobistymi, ewentualnie z adnotacja o odbytej spowiedzi – w zależności od wymagań danej parafii,
©    udział w błogosławieństwie w domu Panny Młodej,
©    złożenie podpisów w dniu ślubu,
©    zbieranie kwiatów/prezentów/kopert podczas życzeń – warto przygotować np. pudełko na koperty,
©    koordynacja transportu gości z kościoła* do sali,
©    rozdawanie kotylionów dla gości przy wejściu do sali,
©    obowiązkowe branie udziału w zabawach oczepinowych i zachęcanie do udziału pozostałych gości,
©    organizacja gadżetów, nagród oczepinowych, takich jak np. koszyk na zbieranie pieniędzy, zabawne nakrycia głowy dla gości czy upominki dla zwycięzców konkurencji,
©    piecza nad przebiegiem całego wesela, zwłaszcza jeśli ma przebiegać wedle wcześniej ustalonego scenariusza,
           ©      udział w poprawinach.

Oczywiście nie są to wszystkie możliwe obowiązki świadków podczas uroczystości. Zmieniają się one w zależności od zaplanowanych dla gości atrakcji czy podziału ról między świadków a rodziców Pary Młodej. Ze względu na to, można te obowiązki również ograniczyć, jeśli np. jeden ze świadków jest obcokrajowcem albo na stałe przebywa za granicą, czy też po prostu nie ma ochoty wygłaszać przemówienia przed tak wielkim zgromadzeniem. Świadkom jednak NIE WOLNO zapomnieć przede wszystkim o najważniejszym. Do ich wspólnych obowiązków należy w największym stopniu po prostu DOBRA ZABAWA! :) 

piątek, 28 października 2016

Wynurzeń ciąg dalszy ;)



Najbardziej zabolał mnie zarzut dotyczący mojego związku. Wiadomo. Ostrze było wycelowane w najbliższa mi osobę. Osobę, która wstaje codziennie dużo wcześniej niż musi, tylko po to żeby zrobić mi śniadanie i spędzić ze mną czas przy porannej kawie. Osobę, której miłość dotyka mnie na każdym kroku, każdego dnia. Kiedy otwieram lodówkę i widzę obiad w pojemniku przygotowany dla mnie, żebym nie musiała się denerwować, ze nie mam czasu na dietę. Kiedy wracam wykończona po całym dniu pracy i widzę czystą kuchnię, wywieszone pranie i zakupy w lodówce. Kiedy nie widzimy sie zaledwie kilka godzin i dostaję sms’a: Tęsknię L. Kiedy robię ważny projekt i wiem, ze jest ktoś kto spojrzy na to troskliwym okiem, a jego ewentualna krytyka będzie zawsze trafna, cenna i wyłącznie konstruktywna. Także wtedy, kiedy słyszę: Wiesz... jak dzwoniłem i mówiłem, że wsiadłem w zły autobus, to wiedziałem, że Ty wiesz co sie dzieje we mnie w tamtej chwili. Bez slow. Kiedy wracamy z pracy, oboje w dobrych humorach, i po krótkiej wymianie zdań, słyszę od współlokatorki: uwielbiam Was! Jesteście świetni! ;) Kiedy po kłótni każde z nas potrafi powiedzieć: Daj spokój. Szkoda życia na takie pierdoły. Może nawet zwłaszcza wtedy, gdy wszystko w moim życiu chwilowo się posypało, cała wizja bezpiecznej przyszłości została brutalnie zmieniona i wtedy usłyszałam: poradzimy sobie! Cokolwiek by się nie działo damy rade. Razem możemy wszystko. Wtedy kiedy potem prowadzimy kilkugodzinne rozmowy dopingując się i wspierając. Kiedy oboje możemy powiedzieć: gdyby nie Ty, nie byłoby mnie tutaj. Nie miałbym/miałabym tyle siły. Kiedy przychodzi 25-ty i oboje mamy puste portfele, patrzymy na siebie i potrafimy sie roześmiać, że dobrze mieć wodę w czynszu :D Ale także wtedy gdy widzę łzy w jego oczach, bo: nie mogę zabrać Cię na wymarzoną kolację. Czasem też wtedy kiedy wyjeżdżam bez Ciebie i rano budzę się z przerażaniem odkrywając, że nie ma Cię obok i rozglądając się nerwowo po pokoju usiłując przypomnieć sobie, na którą masz dzisiaj do pracy, zdają sobie wreszcie sprawę, że jestem poza domem. To jest dla mnie miłość – momenty, krótkie chwile, małe rzeczy, które świadczą o uczuciu, także te bardziej spektakularne emocjonalnie, które pozwólcie, że zachowam głęboko w swoim sercu. To są rzeczy, które mówią – myślę o Tobie cały dzień. Powyżej wskazałam tylko przykłady, bo takich sytuacji nie brakuje, jednak nie jestem największą fanką dzielenia się tym ze światem, często tak praktycznym i zero-jedynkowym. Jedno jest pewne... nie zamieniłabym tych wszystkich chwil na żaden największy, najdroższy nawet pierścionek na świecie, którego zresztą bym pewnie nie nosiła, z obawy przed utrata dłoni.

Ktoś kto wie, że jego miłości nie wyrazi ogromny brylant, nie musi porywać się na takie gesty. Tutaj specjalna gwiazdka – gratuluje wszystkim, którzy osiągnęli taki sukces finansowy i mogą pozwolić sobie na wszystko. Cieszę się tym razem z Wami i dla Was, ale każdy swoje życie układa po swojemu. My tez mogliśmy wygodnie żyć, nie martwiąc się o pieniądze i prace, ale wybraliśmy inaczej. Postawiliśmy na siebie, na swoje możliwości i osiągnięcia. Chcemy bez niczyjej pomocy dojść do etapu, na którym będziemy z siebie dumni. Z cala pewnością dla kogoś ten wybór jest absurdalny... dla nas? Jedyny do przyjęcia. Jesteśmy oburzająco szczęśliwi nie dlatego, ze mamy to inni nazywają wszystkim, ale dlatego ze mamy swoja definicje wszystkiego. Czy to w takim razie miłość jak z bajki? Z pewnością nie. To raczej 7 lat jazdy bez trzymanki, cierpienia, ranienia się nawzajem i całego tego procesu, który teraz nazywamy „wspólnym dorastaniem”. Po 7 latach spędzonych mniej lub bardziej razem, możemy powiedzieć jedno - nie jest łatwo. Na szczęście żadne z nas nie wyrzuca zepsutych zabawek. Każde z nas wie, że największy na świecie brylant, nie wyrazi tego, ile wspólnie przeszliśmy i jak bardzo się kochamy.

            Niepoprawni romantycy mają to do siebie, ze są nadwrażliwi. Wzrusza nas masa rzeczy, wobec których inni często przechodzą obojętnie i o ile za te wzruszenia jestem Bogu bardzo wdzięczna, o tyle wrażliwość na krytykę i ludzką nienawiść chętnie bym wyciszyła do zera. Jak już pewnie się domyślasz, Drogi Czytelniku, ostatnia absencja na blogu spowodowana była właśnie takim przejawem ludzkiej, niezrozumiałej dla mnie złości. Bo jak można wytłumaczyć fakt, że ktoś zakłada konto na blogspot, tylko po to żeby Ci napisać co myśli o Tobie i Twoich najbliższych. Zawsze nie do końca pewna siebie, wierzyłam we wszystko, co słyszałam na swój temat z zewnątrz. Próbowałam na różne sposoby, na siłę dopasować się do oczekiwań całego świata. Ostatnie tygodnie natomiast poświeciłam na analizę tego i rozmowę z najbliższymi dla mnie osobami. Jedna z nich, notabene mój osobisty autorytet w sprawach blogowania, powiedziała coś co, mam nadzieję, na długo pozostanie w mojej pamięci - jeśli Cię nie krytykują, tzn. że robisz wszystko to co wszyscy, tak jak wszyscy i prawdopodobnie z tym samym skutkiem. Cóż… prawdziwe i będę Ci kochana wdzięczna za te słowa bardzo długo. J Ten blog założyłam z myślą o dzieleniu się z Wami moimi ślubnymi inspiracjami. Czasem, być może popełnię jakiś osobisty post, ponieważ kocham pisać, przelewać myśli na papier. Jeżeli ktokolwiek z Was poczuje się tym zniesmaczony, zawiedziony mogę powiedzieć tylko – wybaczcie – i obiecać, że na pewno zdecydowana większość postów będzie w tematyce ślubnej.  



            Co do 23-letniej niepoprawnej romantyczki – I really love her ! J Dzięki niej tak mocno i bez pamięci się zakochałam, dzięki niej wzruszam się na komediach romantycznych, dzięki niej zachwycają mnie kolory jesieni, dzięki niej nie przejdę obojętnie wobec zmarzniętego dziecka na ulicy, przez nią umrę z wyrzutów sumienia, gdy skrzywdzę bliską mi osobę, przez nią będę tygodniami przeżywać nienawiść panującą w dzisiejszym świecie, przez nią nieprzychylny komentarz zachwieje moją samooceną na długie tygodnie. Dzięki niej moje życie ma barwy. Dzięki niej jestem niewyczerpanym źródłem niespodzianek dla mojego narzeczonego. Życie to podobno sinusoida. Moje życie ma zdecydowanie spektakularną amplitudę, ale skoro mieliście okazję na własne oczy zaobserwować te dolne wartości, spróbujcie sobie wyobrazić, co się dzieję  na górze ;) 

Rozegzaltowana ;)

niedziela, 11 września 2016

Do poduszki


Od pewnego czasu każda choroba w mojej rodzinie skłania mnie do refleksji. Ten stan, kiedy organizm walczy z infekcją przypomina mi o pewnym momencie mojego życia, w którym mój system nerwowy walczył z podobnym przeciwnikiem. Właściwie teraz myślę o tym, jak o walka z samą sobą, a może nawet zwalczaniu samej siebie. Z perspektywy czasu dostrzegam, jak pewne sytuacje w moim życiu spowodowały, że podjęłam decyzję na poziomie podświadomości, o konieczności bycia kimś innym niż byłam. Piszę dziś o tym dlatego, że na co dzień spotykam osoby, zwłaszcza kobiety, które w tym schemacie walki ze swoim „ja” ciągle funkcjonują. W moim przypadku przyczyna choroby była łatwa do zaobserwowania. Zawsze jedna z najlepszych uczennic, choć zawsze ze świadomością, że niezasłużenie. Szczerze mówiąc, musiałam być cholernie zdolna, bo wkład pracy był absolutnie nieproporcjonalny do efektu. Bardzo szybko zaobserwowałam, gdzie społeczność szkolna umiejscawia „kujonów”, więc nie chciałam pozwolić przypiąć sobie tej łatki. Analizując to z perspektywy dnia dzisiejszego, wybrałam bardzo ciekawy sposób na to, żeby udowodnić sobie i innym, że jestem fajnym kujonem, jeśli już musiała nim być. Jako urodzona obserwatorka, błyskawicznie połączyłam pewne fakty i odkąd pamiętam wybierałam środowiska, w których po pierwsze byłam totalnie akceptowana, a po drugie były to grupy, w których mogłam realizować ideę buntowniczą. Do dziś pamiętam, jak kiedyś ktoś powiedział, że rzadko spotyka się osoby tak dobrze się uczące, które są jednocześnie tak bardzo spoko. No i wpadłam w pułapkę. Z uwagi na to, że okres samobiczowania już dawno za mną, a spowiedź przeprowadzam w innym towarzystwie, nie będę opisywać co kryje się pod słowem bycia spoko. Zresztą chyba nie trudno się domyśleć. Tym sposobem w wieku gimnazjalnym radośnie postanowiłam, że kujonem nie będę. Czy było warto? Trudne pytanie. Dziś uważam, że był to dla mnie absolutnie edukacyjny czas. Nauczyłam się bardzo dużo o ludziach, poznałam środowiska, dzięki którym praca, którą chcę wykonywać okazuje się odrobinę łatwiejsza. Niestety, wszystko ma swoją cenę, chociaż i tak uważam, że ja dostałam wyjątkowo łagodną lekcję i moja historia skończyła się niespodziewanie pozytywnie, ale żeby dziś to napisać, potrzebowałam roku. Trzystu sześćdziesięciu pięciu dni na to, żeby przepłakać wszystko to, co należało przepłakać, ukarać się za wszystko, co ukarania wymagało i znaleźć odpowiedzi na pytania, które dudniły echem w mojej głowie od wielu lat i na koniec trwać w żalu do samej siebie i poczuciu winy kilka długich miesięcy, żeby sobie wybaczyć. To najtrudniejszy etap i wydaję mi się, że nie pomylę się, jeśli powiem, że ciągle trwa. Ciągle jest wiele osób, które nie usłyszały przepraszam, ciągle jest wiele spraw, które wymagają przemyślenia i poukładania od nowa, ale najgorsze za mną. Czy mogłam tego uniknąć? O tak. Mogłam i bardzo bym chciała, żeby mogła uniknąć tego każda młoda dziewczyna, która nie do końca wierzyła w siebie od najmłodszych lat. I mówię tu o tych, które nigdy nie słyszały, jak są piękne i wartościowe. Nie, nie od mężczyzn, którymi się otaczały. Nie od tych, którymi próbowały bezskutecznie załatać dziurę w swoim sercu, ani od tych, o których myślały prawdziwa miłość. Ja swoją odpowiedź na pytanie znalazłam w bardzo niepozornej książce autorstwa Johna i Stasi Eldredge pt. Urzekająca, którą Wam wszystkim bardzo polecam. Facetom, po to żeby zrozumieć kobiety, a także swoje zachowania wobec kobiet. Kobietom, polecam dla ukojenia ich dusz. Znajdziecie tam dziewczyny słowa, które powinny zostać dawno wypowiedziane. Znajdziecie odpowiedzi na wiele pytań. Ja już wiem, dlaczego tak długo nie mogłam siebie zaakceptować. Wiem też, dlaczego walczyłam ze sobą i próbowałam zniszczyć swoją duszę. Było kilka takich momentów, kiedy chciałam po prostu nic nie czuć. Nie umrzeć, tylko nie czuć emocji. To jest jedna z tych cech, które były bardzo moje, a które tak bardzo mi przeszkadzały. Odkąd pamiętam byłam jedną wielką intensywną EMOCJĄ. Kiedy analizuję pewne sytuacje bardzo dokładnie to widzę. Zakochiwałam się na zabój na pierwszej randce, kiedy ktoś mi sprawił przykrość – obrażałam się na całe życie, a kiedy wpadłam na jakiś genialny pomysł, oddawałam się cały sercem jego realizacji. Niestety, świat nie lubi tak emocjonalnych ludzi. Nasz dzisiejszy świat emocjonalność i wrażliwość próbuję uciszyć, zamknąć i stłamsić w zarodku. Emocjonalność jest słabością, która w dzisiejszych brutalnych czasach wzbudza częściej śmiech niż choćby akceptację. Do dziś pamiętam, jak przepłakałam całą noc z powodu młodego chłopaka, który z rozpaczy po śmierci ukochanej osoby wypił na raz 7 piw. Potrafiłam tak głęboko wczuć się w jego sytuację, a ponadto wyobrażenie bólu fizycznego spowodowanego tak dalekim upojeniem alkoholowym młodego organizmu, wywołało we mnie niepohamowaną rozpacz. Z czym spotyka się taki człowiek dzisiaj, chyba łatwo zgadnąć. W związku z tym, w momencie w którym stało się to dla mnie na tyle niewygodne, że nie mogłam znaleźć dla tego ujścia, postanowiłam to zniszczyć, a co za tym idzie znieczulić swoje serce do poziomu nieodczuwania. Dziś myślę, jakaż to strata dla ludzkości wyeliminować wszystkie wrażliwe osoby. Dziś jednak patrzę z pozycji analityka i pracuję nad tym aby tą emocjonalność w ludziach wzbudzać, a sama nauczyć się z niej cieszyć i ją szanować. Wtedy – była wrogiem numer jeden. Niezwykle często obserwuję to zjawisko wśród innych ludzi. Poznaję dziewczynę, której cudowną cechą jest umiejętność celebrowania prostych chwil. Potrafi cieszyć się z lektury przy kubku gorącej herbaty, z momentu spędzonego we własnym towarzystwie z pamiętnikiem w dłoni. Czy świat akceptuje takich ludzi? Nasz imprezowy świat, który pędzi za wielokrotnością doznań, który wrzuca nas do worka z możliwościami wyboru i bombarduje bodźcami z każdej strony. Niestety, dla tego świata ta dziewczyna jest z pewnością nudną outsiderką. Z drugiej strony indywidualistka z bardzo wysoką miłością własną, tzw. pozytywna egoistka, która bardzo precyzyjnie potrafi określić granice swojej przestrzeni życiowej i nie lubi zbytniej ingerencji w tą przestrzeń ze strony osób trzecich. Kocha swoje towarzystwo i najlepiej czuje się, kiedy nikt i nic jej nie zaskakuje. Wyrok społeczeństwa – DO WYMIANY. Gdy tylko przekroczy próg gimnazjum dowie się, że powinna mieć chłopaka, zakochać się w nim na zabój, a najlepiej w niedługim czasie z powodu tej miłości cierpieć. W wieku około 20 lat usłyszy echa groźby staropanieństwa, a po 30stce dowie się, że to już ostatni dzwonek na dziecko! Pomijając oczywiście fakt, że każda z nich w między czasie usłyszy, na co powinna chodzić do kina, a co jest ogólnie uznane za głupie, jakie poglądy są jedyne i właściwe oraz co przystoi, a co nie kobiecie w jej wieku. Społeczeństwo nie pozwoli im znaleźć własnej drogi, wybrać osobistej ścieżki. Społeczeństwo będzie na siłę, wszelkimi środkami starało się uchronić je przed rychłym kataklizmem, który uczynią ze swojego życia jeśli nie posłuchają tych bardziej doświadczonych, bardziej mądrych, bardziej posuniętych w latach czy samouwielbieniu, generalnie TYCH BARDZIEJ I LEPIEJ. Moje refleksja – nie warto, chociaż to chyba najtrudniejsza decyzja w życiu. Z mojego doświadczenia wynika jedno, bycie sobą automatycznie prowadzi selekcję wartościowych osób w naszym otoczeniu. Nawet nie trzeba specjalnie ucinać kontaktów, czy oficjalnie żegnać się, z niektórymi. Jeśli w Twoim otoczeniu, jest choćby jedna osoba, która zna CIEBIE prawdziwą, to sam fakt bycia w kręgu Twoich bliskich świadczy o tym, że jesteś wspaniała w tym właśnie wcieleniu. Ja to nazywam jesteś piękna, nawet rano! Bez emocjonalnego makijażu, idealnej fryzury czy wyprasowanej sukienki. Gwarantuje, że wszyscy Ci którzy są z Tobą teraz, bo pasujesz do ich wyobrażenia o Tobie, znikną szybciej niż Ci się to wydaje. Odkryj siebie w całości, postaw na swoim, zorganizuj choćby jeden dzień Moniki, Pauliny, Oli, Kasi czy Marty, a zobaczysz, kto zostanie przy Tobie i powie: idę z Tobą, kocham Cię, jesteś idealna.


Słowo na niedzielę ;)

czwartek, 8 września 2016

Motyw przewodni – pałac królewski

Po niedawnych swawolach w folkowej stodole, należy nam się odrobina luksusu, dlatego też postanowiłam przenieść Was do pięknych pałacowych wnętrz, aby „oddać królowi, co królewskie”, co w tym przypadku, jak sądzę bardziej trafi do królowej. ;)

Zapraszam na gratkę dla wszystkich spragnionych przepychu i bogactwa, a jednocześnie komfortu i elegancji, które oferuje nam aranżacja pod tytułem – pałac królewski. Jak zakładam, każda mała królewna od zawsze marzyła o pięknej obszernej sukni z trenem, szeregu druhen i karocy. Naturalnie w tym obrazku najistotniejszą rolę odgrywał książę na biały rumaku, ale dziś nie o tym. Wychodząc natomiast naprzeciw tym marzeniom od strony stylistycznej, postaram się stworzyć dla Was Wasze osobiste królestwo.
Kiedy myślę pałac, widzę strzeliste wieże na zboczu góry, przepiękne wnętrza sal balowych i komnat, a także niewyobrażalnie pięknie ogrody… i właśnie wtedy, w tej cudownej wizji słyszę: ,,Kochanie, czy Ty wiesz ile to by kosztowało?!” Tak, to jest ten moment, w którym z łoskotem ląduję na ziemi, jak zapewne większość moich królewskich przyjaciółek. Spokojnie dziewczyny, wprawdzie daleko mi do księcia na rumaku, ale tym razem to ja Was wybawię z opresji. Gwarantuję, że nawet w stodole można stworzyć pałacowe wnętrze. Czego nam trzeba? Trochę kreatywności, odrobiny zapału i garści dobrych chęci. Myślę jednak, że sama wizja stodoły byłaby dla niektórych księżniczek nie do przyjęcia, dlatego wybierając miejsce wesela, radziłabym zasugerować się bardziej wystrojem sali i obsługą niż samą nazwą obiektu. Nie musi to być pałac czy nawet dworek, wystarczy ładnie położona, przestronna, jasna sala weselna, której elementy wykończeniowe nie będą nawiązywały do stylu pałacowego lub przynajmniej eleganckiego. Co się z tym wiąże, unikajmy ciężkich ciemnych wnętrz karczmy, ale również nie celujmy we frywolność remizy czy przestrzeń ogrodu. Klasyczne pomieszczenie z dużymi oknami, szklanymi żyrandolami i elegancką zastawą stołową, a także profesjonalną obsługa kelnerską, to wystarczające wytyczne przy wyborze sali o wymarzonym charakterze.



To co chyba najbardziej spektakularne, to oczywiście suknia Panny Młodej w królewskim stylu. Kreacje typu „princessa” są hitem każdego sezonu i cieszą się nieustającym powodzeniem w salonach w całej Polsce. To model, który świetnie poradzi sobie z szerszymi biodrami i sprawi, że zgrabne ramiona dostaną swoje 5 minut. Doskonale sprawdzi się w przypadku niewysokich dam i zrobi każdej z nich przyprawiającą o zawrót głowy talię osy.

Stylizacja Pana Młodego to kolejny ważny dla całości element. Zdecydowanie doradzałabym elegancki smoking w kolorze klasycznej czerni. Jedwabny atłas na klapach marynarki dodadzą całości jeszcze więcej królewskości. Co do koszuli, dla zachowania smokingowego sznytu proponuję półsztywny gorset i odkładane mankiety. Magia dodatków zostanie zachowana w tym przypadku w dowolnym kolorze, ale sugerowałabym pozostać przy czerni. Ważna uwaga, jeśli zdecydujemy się na hiszpański pas, nie zakładamy do tego kamizelki i odwrotnie. Co za dużo, to nie zdrowo. Jeszcze tylko czarne klasyczne lakierki i biały rumak, a księżniczka zgubi oba pantofelki.

Skoro mamy już wystrojonych Młodych, zaprośmy ich na salony, a ponieważ muszą czymś dojechać sugeruję oczywiście karetę z woźnicą. Ogromny koszt powiedzą niektórzy i niestety muszę się z nimi zgodzić. Wynajęcie takiego środka transportu to koszt nawet ok. 1500 zł. Dla porównania samochód można wynająć już za ok. 150 zł za godzinę. Osobiście uważam, że wspaniale sprawdzi się tutaj również nowoczesny Mercedes, bowiem królowie nie wyginęli setki lat temu, żyją do dziś i znakomicie funkcjonują w nowoczesnym wydaniu. ;)

Sala weselna musi natomiast olśnić każdego gościa i to w arcykrólewskim stylu. Proponuję zacząć od bogato zdobionych srebrnych świeczników i długich białych prostych świec na stołach gości. Stoły absolutnie sugeruję ustawić w literę U i na każde 10 osób przy stole zaserwować obfitą dekorację kwiatową.

Stół prezydialny musi być miejscem najbardziej wyeksponowanym. Sugeruję duży bukiet spływający w dół stołu i złote świeczniki. Dodatkowo przepięknie wkomponują się w całość stylizacji duże, zdobione pozłacane puchary na napoje dla Pary Młodej i przede wszystkim ciężkie, monumentalne krzesła, nawiązujące przynajmniej odrobinę do stylistyki tronu. Przestrzeń za małżonkami proponuję przyozdobić porterami obojga w dużych pozłacanych ramach oprawionych dodatkowo pojedynczymi kwiatami.

Do tak pięknie przybranej sali możemy śmiało zaprosić gości. Tutaj styl narzuca nam zaproszenia w postaci rulonu opieczętowanego królewską pieczęcią. Nic lepiej nie wpasuję się w całość aranżacji, jednakże można śmiało poprzestać na klasycznej formie podrasowując ją delikatnie cyrkoniami, co oczywiście warto przenieść również na styl winietek na stoły. Prawdziwa zabawa zaczyna się przy moderowaniu usadzenia, a co za tym idzie projektu tablicy rozmieszczenia gości. W tym miejscu chylę czoła klasycznemu brystolowi na stojaku, przy czym proponuję stojak w kolorze złotym i bordowy brystol oraz klasycznie nawiązanie motywem do stylu zaproszeń i winietek.


Kontynuując tradycję harmonizowania muzyki i menu do motywu przewodniego całości przyjęcia, proponuję wybór zespołu składającego się z jak największej ilości żywych instrumentów. Nawet jeśli nie wytrzymacie całą noc, tańcząc walca, tanga i innych klasycznych odmian, dźwięki gitary, saksofonu czy skrzypiec będą cudownie korespondowały i zachowywały wyważone nawiązanie do aranżacji przewodniej.  Na królewskiej uczcie, nie może absolutnie zabraknąć pieczonej gęsi czy kaczki. To punkt kulminacyjny prawie na równi z tortem, podkreślający dodatkowo charakter przyjęcia.
Mam nadzieję, że Wasi goście staną na wysokości zadania i powiadomieni i ślubnym dress code nawiązującym do stylizacji dominującej, pokuszą się o stosowne kreacje. 

środa, 7 września 2016

MOTYW PRZEWODNI – FOLK/LUDOWY


Osobiście jest to mój ulubiony motyw przewodni dla przyjęcia weselnego, chociaż definicyjnie bardzo trudny do zidentyfikowania. Przez FOLK można rozumieć bardzo wiele w zależności do jakiej kultury się odnosimy, dlatego też nie chcąc się narażać, zamiennie będę posługiwała się zawężającym pojęciem motywu ludowego w odniesieniu do naszego podwórka.

            Dlaczego FOLK? Według mnie jest to strzał w dziesiątkę, jeśli marzy nam się tradycyjne polskie wesele. Nasycenie barw, różnorodność, suto zastawione stoły, biesiadujący goście to tworzy niesamowitą intensywność całości, a co za tym idzie także wspomnień. Jeśli zatem mamy już tą cudowną wizję, należy przemyśleć sprawę miejsca. Najtrafniejsza w tym przypadku, najbardziej klimatyczna i obfitująca w możliwości aranżacyjne będzie… stodoła! :) Spokojnie, dla mniej ekstrawaganckich osób polecam po prostu karczmę lub gospodę oferującą organizację przyjęć weselnych. Będzie to równie harmonijne, a może nie aż tak absorbujące.   
           
KOLORY: Bezapelacyjnie królują zdecydowana czerwień, piękny granat, intensywna zieleń, czasem żółty. Warto też zwrócić uwagę na wzory, które mogą odpowiadać wzornictwu na strojach ludowych danego regionu.
W temacie dodatków mamy pełen wachlarz możliwości, od ślubnej papeterii:
przez dekoracje sali:
po stroje Państwa Młodych:

Całość tworzy niebywały klimat i zdumiewający czar, ale po kolei. Jeżeli mamy już wybraną idealną salę/namierzoną i przygotowaną stodołę, możemy zabrać się za dekoracje. Pomieszczenia nawiązujące do naszego motywu są zazwyczaj dosyć masywne i ciemne, wsparte pionowymi lub poziomymi drewnianymi belami, które nadają ciężaru całości. Prostym sposobem na nadanie im odrobiny delikatności jest przybranie ich w zieloność. Może to być przykładowo gruby sznur spleciony z zielonych liści i gałązek oplatający belki, oczywiście wedle uznania można wzbogacić to pojedynczymi kwiatkami w kolorach przewodnich. Dodatkowo ważny jest system oświetlenia. Osobiście jestem absolutnie zakochana w świecach, ale dla folkowego klimatu dużo lepiej sprawdzą się wszelkiego rodzaju girlandy świetlne, które przymocowałabym zamiast białych tiuli z pierwszego zdjęcia. Taki sznur lampek dodatkowo czarowałby przestrzeń i nadawał tajemniczości.
Chyba oczywistym wydaje się w tym przypadku model ustawienia stołów. Ciężko mi jest wyobrazić sobie okrągłe stoły w stodole. Przykro mi, też kocham okrągłe stoły, ale styl ludowy aż się prosi o typowo biesiadną konstrukcję. Macie tutaj do wyboru ustawienie w kształcie litery U: 

E: 
 i O:  
Dekoracja stołów dla gości i stołu prezydialnego powinna być jak najbardziej spójna z całością. Kolory przewodnie w bukietach i dodatki w postaci zbóż, owoców i warzyw do dekoracji idealnie będą współgrały z całością. Natomiast krzesła możemy sobie odpuścić. Moja propozycja, która będzie najlepiej harmonizowała z całością – ławki.
Czas na mój ulubiony fragment aranżacji – papeteria ślubna. Zaproszenia, winietki na stoły to już chyba weselna klasyka. Wiadomo, że ideałem będzie jeśli klasyczne zaproszenia, jak i winietki czy ewentualnie menu dla gości, będą miały wspólny motyw rysunkowy. Jeśli jednak, chcecie zaskoczyć swoich biesiadników, proponuję pójść o krok dalej i zamiast klasycznych papierowych winietek obdarować każdego z gości sezonowym owocem, np. jabłkiem, do którego ogonka możemy przyczepić kartkę z imieniem i nazwiskiem. Oczywiście, jeśli wiecie jak zrobić spersonalizowane jabłka z imionami na skórce (częste zjawisko w sklepach w Walentynki) – świetnie! To na pewno zrobi wrażenie. Podobnie radzę postąpić z klasyczną tablicą stołów i ich numeracją. Zamiast wielkiego brystolu na stojaku, obleczcie stóg siana babciną chustą, a do niej przypnijcie kartki z rozmieszczeniem stołów, rzecz jasna za zgodą babci! Odnośnie numeracji stołów, odpuście standardowe 1,2,3 i pobawcie się w zabawne nazwy. Często na wsi ludzie nazywają sąsiadów imionami głów rodziny, czyli mamy Jasików, Władków, Cześków – dla Waszych potrzeb użyjcie mianownika Jaśkowie, Władkowie, Cześkowie. Możecie oczywiście posłużyć się innymi nazwami i każdy stół mianować innym rodzajem zboża albo rozbawić usadzając przy stole o nazwie Warchlaczki młodzież do lat 16. ;) Wszystko zależy od Waszej inwencji, ale także od poczucia humoru Waszych gości, warto o tym pamiętać.
Punktem kulminacyjnym są oczywiście stroje Pary Młodej. Jeśli pochodzicie z bardziej kultywującego tradycję regionu, możecie po prostu przeprowadzić wywiad środowiskowy i wystąpić w strojach ludowych. Osobiście, jestem temu przeciwna, bo może się zdarzyć, że nie jesteście najbardziej związani z Waszym regionem, przez co ubiór ludowy nie będzie adekwatny i może narazić Was na śmieszność. Spokojnie, nie musicie całkowicie z tego rezygnować. Dzisiaj można wszędzie dostać drobiazgi w stylu spinek do koszuli w kształcie, w tym przypadku np. kosy bądź innego narzędzia z kategorii FOLK, czy wzorzystego krawata w kolorach przewodnich. Dla Panny Młodej znakomitym dodatkiem będzie kolorowy pas do suknie czy wianek.

Obiecałam, że wspomnę również o dopasowanej do danego stylu muzyce, menu czy strojach podwykonawców. Na początku chciałabym zastrzec, że nie zawsze warto dościgać ideału kosztem dobrej zabawy. Jeżeli wiecie, że Wasi goście najlepiej będą bawić się przy rockowych hitach, to powinno być Wasze kryterium w doborze muzyki weselnej. Możecie jedynie dodatkowo pokusić się o jakiś regionalny pierwszy taniec, co będzie niewątpliwie oryginalnym pomysłem. Podobnie rzecz ma się z jedzeniem. Myślę, że każdy kto chociaż raz był gościem weselnym wie, że po przyjęciu wspomina się najbardziej dobrą muzykę i smaczną kuchnię. No chyba, że stryjeczna ciotka kuzynki Zosi tańczyła na stole, a wujek Romek zasnął w sałatce, wtedy gwarantuję, że nikt nie będzie pamiętał przesolonej zupy. :) Tak czy inaczej, jeśli macie ochotę zabawić się w perfekcyjną parę młodą proponuję przeprowadzić szerokie poszukiwania folkowej kapeli. W dobie Internetu nie stanowi to dużego problemu, musicie tylko pamiętać o tym, że niejednokrotnie muzycy mają swoje określone obszary działalności i nie wszyscy przyjadą z Krakowa do Gdyni. Za to z menu możecie bardziej poszaleć. Wiadomo, wesele w stodole wiąże się z koniecznością zorganizowania firmy cateringowej, więc warto rozejrzeć się za taką, która w swojej ofercie ma tradycyjne polskie dania. Jeśli nie macie w tym temacie doświadczenia, proponuję wywiad z babcią i dziadkiem. W zależności od regionu można stworzyć niepowtarzalne smaki, które zakręcą łzę w oku niejednemu stryjkowi. ;)