niedziela, 11 września 2016

Do poduszki


Od pewnego czasu każda choroba w mojej rodzinie skłania mnie do refleksji. Ten stan, kiedy organizm walczy z infekcją przypomina mi o pewnym momencie mojego życia, w którym mój system nerwowy walczył z podobnym przeciwnikiem. Właściwie teraz myślę o tym, jak o walka z samą sobą, a może nawet zwalczaniu samej siebie. Z perspektywy czasu dostrzegam, jak pewne sytuacje w moim życiu spowodowały, że podjęłam decyzję na poziomie podświadomości, o konieczności bycia kimś innym niż byłam. Piszę dziś o tym dlatego, że na co dzień spotykam osoby, zwłaszcza kobiety, które w tym schemacie walki ze swoim „ja” ciągle funkcjonują. W moim przypadku przyczyna choroby była łatwa do zaobserwowania. Zawsze jedna z najlepszych uczennic, choć zawsze ze świadomością, że niezasłużenie. Szczerze mówiąc, musiałam być cholernie zdolna, bo wkład pracy był absolutnie nieproporcjonalny do efektu. Bardzo szybko zaobserwowałam, gdzie społeczność szkolna umiejscawia „kujonów”, więc nie chciałam pozwolić przypiąć sobie tej łatki. Analizując to z perspektywy dnia dzisiejszego, wybrałam bardzo ciekawy sposób na to, żeby udowodnić sobie i innym, że jestem fajnym kujonem, jeśli już musiała nim być. Jako urodzona obserwatorka, błyskawicznie połączyłam pewne fakty i odkąd pamiętam wybierałam środowiska, w których po pierwsze byłam totalnie akceptowana, a po drugie były to grupy, w których mogłam realizować ideę buntowniczą. Do dziś pamiętam, jak kiedyś ktoś powiedział, że rzadko spotyka się osoby tak dobrze się uczące, które są jednocześnie tak bardzo spoko. No i wpadłam w pułapkę. Z uwagi na to, że okres samobiczowania już dawno za mną, a spowiedź przeprowadzam w innym towarzystwie, nie będę opisywać co kryje się pod słowem bycia spoko. Zresztą chyba nie trudno się domyśleć. Tym sposobem w wieku gimnazjalnym radośnie postanowiłam, że kujonem nie będę. Czy było warto? Trudne pytanie. Dziś uważam, że był to dla mnie absolutnie edukacyjny czas. Nauczyłam się bardzo dużo o ludziach, poznałam środowiska, dzięki którym praca, którą chcę wykonywać okazuje się odrobinę łatwiejsza. Niestety, wszystko ma swoją cenę, chociaż i tak uważam, że ja dostałam wyjątkowo łagodną lekcję i moja historia skończyła się niespodziewanie pozytywnie, ale żeby dziś to napisać, potrzebowałam roku. Trzystu sześćdziesięciu pięciu dni na to, żeby przepłakać wszystko to, co należało przepłakać, ukarać się za wszystko, co ukarania wymagało i znaleźć odpowiedzi na pytania, które dudniły echem w mojej głowie od wielu lat i na koniec trwać w żalu do samej siebie i poczuciu winy kilka długich miesięcy, żeby sobie wybaczyć. To najtrudniejszy etap i wydaję mi się, że nie pomylę się, jeśli powiem, że ciągle trwa. Ciągle jest wiele osób, które nie usłyszały przepraszam, ciągle jest wiele spraw, które wymagają przemyślenia i poukładania od nowa, ale najgorsze za mną. Czy mogłam tego uniknąć? O tak. Mogłam i bardzo bym chciała, żeby mogła uniknąć tego każda młoda dziewczyna, która nie do końca wierzyła w siebie od najmłodszych lat. I mówię tu o tych, które nigdy nie słyszały, jak są piękne i wartościowe. Nie, nie od mężczyzn, którymi się otaczały. Nie od tych, którymi próbowały bezskutecznie załatać dziurę w swoim sercu, ani od tych, o których myślały prawdziwa miłość. Ja swoją odpowiedź na pytanie znalazłam w bardzo niepozornej książce autorstwa Johna i Stasi Eldredge pt. Urzekająca, którą Wam wszystkim bardzo polecam. Facetom, po to żeby zrozumieć kobiety, a także swoje zachowania wobec kobiet. Kobietom, polecam dla ukojenia ich dusz. Znajdziecie tam dziewczyny słowa, które powinny zostać dawno wypowiedziane. Znajdziecie odpowiedzi na wiele pytań. Ja już wiem, dlaczego tak długo nie mogłam siebie zaakceptować. Wiem też, dlaczego walczyłam ze sobą i próbowałam zniszczyć swoją duszę. Było kilka takich momentów, kiedy chciałam po prostu nic nie czuć. Nie umrzeć, tylko nie czuć emocji. To jest jedna z tych cech, które były bardzo moje, a które tak bardzo mi przeszkadzały. Odkąd pamiętam byłam jedną wielką intensywną EMOCJĄ. Kiedy analizuję pewne sytuacje bardzo dokładnie to widzę. Zakochiwałam się na zabój na pierwszej randce, kiedy ktoś mi sprawił przykrość – obrażałam się na całe życie, a kiedy wpadłam na jakiś genialny pomysł, oddawałam się cały sercem jego realizacji. Niestety, świat nie lubi tak emocjonalnych ludzi. Nasz dzisiejszy świat emocjonalność i wrażliwość próbuję uciszyć, zamknąć i stłamsić w zarodku. Emocjonalność jest słabością, która w dzisiejszych brutalnych czasach wzbudza częściej śmiech niż choćby akceptację. Do dziś pamiętam, jak przepłakałam całą noc z powodu młodego chłopaka, który z rozpaczy po śmierci ukochanej osoby wypił na raz 7 piw. Potrafiłam tak głęboko wczuć się w jego sytuację, a ponadto wyobrażenie bólu fizycznego spowodowanego tak dalekim upojeniem alkoholowym młodego organizmu, wywołało we mnie niepohamowaną rozpacz. Z czym spotyka się taki człowiek dzisiaj, chyba łatwo zgadnąć. W związku z tym, w momencie w którym stało się to dla mnie na tyle niewygodne, że nie mogłam znaleźć dla tego ujścia, postanowiłam to zniszczyć, a co za tym idzie znieczulić swoje serce do poziomu nieodczuwania. Dziś myślę, jakaż to strata dla ludzkości wyeliminować wszystkie wrażliwe osoby. Dziś jednak patrzę z pozycji analityka i pracuję nad tym aby tą emocjonalność w ludziach wzbudzać, a sama nauczyć się z niej cieszyć i ją szanować. Wtedy – była wrogiem numer jeden. Niezwykle często obserwuję to zjawisko wśród innych ludzi. Poznaję dziewczynę, której cudowną cechą jest umiejętność celebrowania prostych chwil. Potrafi cieszyć się z lektury przy kubku gorącej herbaty, z momentu spędzonego we własnym towarzystwie z pamiętnikiem w dłoni. Czy świat akceptuje takich ludzi? Nasz imprezowy świat, który pędzi za wielokrotnością doznań, który wrzuca nas do worka z możliwościami wyboru i bombarduje bodźcami z każdej strony. Niestety, dla tego świata ta dziewczyna jest z pewnością nudną outsiderką. Z drugiej strony indywidualistka z bardzo wysoką miłością własną, tzw. pozytywna egoistka, która bardzo precyzyjnie potrafi określić granice swojej przestrzeni życiowej i nie lubi zbytniej ingerencji w tą przestrzeń ze strony osób trzecich. Kocha swoje towarzystwo i najlepiej czuje się, kiedy nikt i nic jej nie zaskakuje. Wyrok społeczeństwa – DO WYMIANY. Gdy tylko przekroczy próg gimnazjum dowie się, że powinna mieć chłopaka, zakochać się w nim na zabój, a najlepiej w niedługim czasie z powodu tej miłości cierpieć. W wieku około 20 lat usłyszy echa groźby staropanieństwa, a po 30stce dowie się, że to już ostatni dzwonek na dziecko! Pomijając oczywiście fakt, że każda z nich w między czasie usłyszy, na co powinna chodzić do kina, a co jest ogólnie uznane za głupie, jakie poglądy są jedyne i właściwe oraz co przystoi, a co nie kobiecie w jej wieku. Społeczeństwo nie pozwoli im znaleźć własnej drogi, wybrać osobistej ścieżki. Społeczeństwo będzie na siłę, wszelkimi środkami starało się uchronić je przed rychłym kataklizmem, który uczynią ze swojego życia jeśli nie posłuchają tych bardziej doświadczonych, bardziej mądrych, bardziej posuniętych w latach czy samouwielbieniu, generalnie TYCH BARDZIEJ I LEPIEJ. Moje refleksja – nie warto, chociaż to chyba najtrudniejsza decyzja w życiu. Z mojego doświadczenia wynika jedno, bycie sobą automatycznie prowadzi selekcję wartościowych osób w naszym otoczeniu. Nawet nie trzeba specjalnie ucinać kontaktów, czy oficjalnie żegnać się, z niektórymi. Jeśli w Twoim otoczeniu, jest choćby jedna osoba, która zna CIEBIE prawdziwą, to sam fakt bycia w kręgu Twoich bliskich świadczy o tym, że jesteś wspaniała w tym właśnie wcieleniu. Ja to nazywam jesteś piękna, nawet rano! Bez emocjonalnego makijażu, idealnej fryzury czy wyprasowanej sukienki. Gwarantuje, że wszyscy Ci którzy są z Tobą teraz, bo pasujesz do ich wyobrażenia o Tobie, znikną szybciej niż Ci się to wydaje. Odkryj siebie w całości, postaw na swoim, zorganizuj choćby jeden dzień Moniki, Pauliny, Oli, Kasi czy Marty, a zobaczysz, kto zostanie przy Tobie i powie: idę z Tobą, kocham Cię, jesteś idealna.


Słowo na niedzielę ;)

czwartek, 8 września 2016

Motyw przewodni – pałac królewski

Po niedawnych swawolach w folkowej stodole, należy nam się odrobina luksusu, dlatego też postanowiłam przenieść Was do pięknych pałacowych wnętrz, aby „oddać królowi, co królewskie”, co w tym przypadku, jak sądzę bardziej trafi do królowej. ;)

Zapraszam na gratkę dla wszystkich spragnionych przepychu i bogactwa, a jednocześnie komfortu i elegancji, które oferuje nam aranżacja pod tytułem – pałac królewski. Jak zakładam, każda mała królewna od zawsze marzyła o pięknej obszernej sukni z trenem, szeregu druhen i karocy. Naturalnie w tym obrazku najistotniejszą rolę odgrywał książę na biały rumaku, ale dziś nie o tym. Wychodząc natomiast naprzeciw tym marzeniom od strony stylistycznej, postaram się stworzyć dla Was Wasze osobiste królestwo.
Kiedy myślę pałac, widzę strzeliste wieże na zboczu góry, przepiękne wnętrza sal balowych i komnat, a także niewyobrażalnie pięknie ogrody… i właśnie wtedy, w tej cudownej wizji słyszę: ,,Kochanie, czy Ty wiesz ile to by kosztowało?!” Tak, to jest ten moment, w którym z łoskotem ląduję na ziemi, jak zapewne większość moich królewskich przyjaciółek. Spokojnie dziewczyny, wprawdzie daleko mi do księcia na rumaku, ale tym razem to ja Was wybawię z opresji. Gwarantuję, że nawet w stodole można stworzyć pałacowe wnętrze. Czego nam trzeba? Trochę kreatywności, odrobiny zapału i garści dobrych chęci. Myślę jednak, że sama wizja stodoły byłaby dla niektórych księżniczek nie do przyjęcia, dlatego wybierając miejsce wesela, radziłabym zasugerować się bardziej wystrojem sali i obsługą niż samą nazwą obiektu. Nie musi to być pałac czy nawet dworek, wystarczy ładnie położona, przestronna, jasna sala weselna, której elementy wykończeniowe nie będą nawiązywały do stylu pałacowego lub przynajmniej eleganckiego. Co się z tym wiąże, unikajmy ciężkich ciemnych wnętrz karczmy, ale również nie celujmy we frywolność remizy czy przestrzeń ogrodu. Klasyczne pomieszczenie z dużymi oknami, szklanymi żyrandolami i elegancką zastawą stołową, a także profesjonalną obsługa kelnerską, to wystarczające wytyczne przy wyborze sali o wymarzonym charakterze.



To co chyba najbardziej spektakularne, to oczywiście suknia Panny Młodej w królewskim stylu. Kreacje typu „princessa” są hitem każdego sezonu i cieszą się nieustającym powodzeniem w salonach w całej Polsce. To model, który świetnie poradzi sobie z szerszymi biodrami i sprawi, że zgrabne ramiona dostaną swoje 5 minut. Doskonale sprawdzi się w przypadku niewysokich dam i zrobi każdej z nich przyprawiającą o zawrót głowy talię osy.

Stylizacja Pana Młodego to kolejny ważny dla całości element. Zdecydowanie doradzałabym elegancki smoking w kolorze klasycznej czerni. Jedwabny atłas na klapach marynarki dodadzą całości jeszcze więcej królewskości. Co do koszuli, dla zachowania smokingowego sznytu proponuję półsztywny gorset i odkładane mankiety. Magia dodatków zostanie zachowana w tym przypadku w dowolnym kolorze, ale sugerowałabym pozostać przy czerni. Ważna uwaga, jeśli zdecydujemy się na hiszpański pas, nie zakładamy do tego kamizelki i odwrotnie. Co za dużo, to nie zdrowo. Jeszcze tylko czarne klasyczne lakierki i biały rumak, a księżniczka zgubi oba pantofelki.

Skoro mamy już wystrojonych Młodych, zaprośmy ich na salony, a ponieważ muszą czymś dojechać sugeruję oczywiście karetę z woźnicą. Ogromny koszt powiedzą niektórzy i niestety muszę się z nimi zgodzić. Wynajęcie takiego środka transportu to koszt nawet ok. 1500 zł. Dla porównania samochód można wynająć już za ok. 150 zł za godzinę. Osobiście uważam, że wspaniale sprawdzi się tutaj również nowoczesny Mercedes, bowiem królowie nie wyginęli setki lat temu, żyją do dziś i znakomicie funkcjonują w nowoczesnym wydaniu. ;)

Sala weselna musi natomiast olśnić każdego gościa i to w arcykrólewskim stylu. Proponuję zacząć od bogato zdobionych srebrnych świeczników i długich białych prostych świec na stołach gości. Stoły absolutnie sugeruję ustawić w literę U i na każde 10 osób przy stole zaserwować obfitą dekorację kwiatową.

Stół prezydialny musi być miejscem najbardziej wyeksponowanym. Sugeruję duży bukiet spływający w dół stołu i złote świeczniki. Dodatkowo przepięknie wkomponują się w całość stylizacji duże, zdobione pozłacane puchary na napoje dla Pary Młodej i przede wszystkim ciężkie, monumentalne krzesła, nawiązujące przynajmniej odrobinę do stylistyki tronu. Przestrzeń za małżonkami proponuję przyozdobić porterami obojga w dużych pozłacanych ramach oprawionych dodatkowo pojedynczymi kwiatami.

Do tak pięknie przybranej sali możemy śmiało zaprosić gości. Tutaj styl narzuca nam zaproszenia w postaci rulonu opieczętowanego królewską pieczęcią. Nic lepiej nie wpasuję się w całość aranżacji, jednakże można śmiało poprzestać na klasycznej formie podrasowując ją delikatnie cyrkoniami, co oczywiście warto przenieść również na styl winietek na stoły. Prawdziwa zabawa zaczyna się przy moderowaniu usadzenia, a co za tym idzie projektu tablicy rozmieszczenia gości. W tym miejscu chylę czoła klasycznemu brystolowi na stojaku, przy czym proponuję stojak w kolorze złotym i bordowy brystol oraz klasycznie nawiązanie motywem do stylu zaproszeń i winietek.


Kontynuując tradycję harmonizowania muzyki i menu do motywu przewodniego całości przyjęcia, proponuję wybór zespołu składającego się z jak największej ilości żywych instrumentów. Nawet jeśli nie wytrzymacie całą noc, tańcząc walca, tanga i innych klasycznych odmian, dźwięki gitary, saksofonu czy skrzypiec będą cudownie korespondowały i zachowywały wyważone nawiązanie do aranżacji przewodniej.  Na królewskiej uczcie, nie może absolutnie zabraknąć pieczonej gęsi czy kaczki. To punkt kulminacyjny prawie na równi z tortem, podkreślający dodatkowo charakter przyjęcia.
Mam nadzieję, że Wasi goście staną na wysokości zadania i powiadomieni i ślubnym dress code nawiązującym do stylizacji dominującej, pokuszą się o stosowne kreacje. 

środa, 7 września 2016

MOTYW PRZEWODNI – FOLK/LUDOWY


Osobiście jest to mój ulubiony motyw przewodni dla przyjęcia weselnego, chociaż definicyjnie bardzo trudny do zidentyfikowania. Przez FOLK można rozumieć bardzo wiele w zależności do jakiej kultury się odnosimy, dlatego też nie chcąc się narażać, zamiennie będę posługiwała się zawężającym pojęciem motywu ludowego w odniesieniu do naszego podwórka.

            Dlaczego FOLK? Według mnie jest to strzał w dziesiątkę, jeśli marzy nam się tradycyjne polskie wesele. Nasycenie barw, różnorodność, suto zastawione stoły, biesiadujący goście to tworzy niesamowitą intensywność całości, a co za tym idzie także wspomnień. Jeśli zatem mamy już tą cudowną wizję, należy przemyśleć sprawę miejsca. Najtrafniejsza w tym przypadku, najbardziej klimatyczna i obfitująca w możliwości aranżacyjne będzie… stodoła! :) Spokojnie, dla mniej ekstrawaganckich osób polecam po prostu karczmę lub gospodę oferującą organizację przyjęć weselnych. Będzie to równie harmonijne, a może nie aż tak absorbujące.   
           
KOLORY: Bezapelacyjnie królują zdecydowana czerwień, piękny granat, intensywna zieleń, czasem żółty. Warto też zwrócić uwagę na wzory, które mogą odpowiadać wzornictwu na strojach ludowych danego regionu.
W temacie dodatków mamy pełen wachlarz możliwości, od ślubnej papeterii:
przez dekoracje sali:
po stroje Państwa Młodych:

Całość tworzy niebywały klimat i zdumiewający czar, ale po kolei. Jeżeli mamy już wybraną idealną salę/namierzoną i przygotowaną stodołę, możemy zabrać się za dekoracje. Pomieszczenia nawiązujące do naszego motywu są zazwyczaj dosyć masywne i ciemne, wsparte pionowymi lub poziomymi drewnianymi belami, które nadają ciężaru całości. Prostym sposobem na nadanie im odrobiny delikatności jest przybranie ich w zieloność. Może to być przykładowo gruby sznur spleciony z zielonych liści i gałązek oplatający belki, oczywiście wedle uznania można wzbogacić to pojedynczymi kwiatkami w kolorach przewodnich. Dodatkowo ważny jest system oświetlenia. Osobiście jestem absolutnie zakochana w świecach, ale dla folkowego klimatu dużo lepiej sprawdzą się wszelkiego rodzaju girlandy świetlne, które przymocowałabym zamiast białych tiuli z pierwszego zdjęcia. Taki sznur lampek dodatkowo czarowałby przestrzeń i nadawał tajemniczości.
Chyba oczywistym wydaje się w tym przypadku model ustawienia stołów. Ciężko mi jest wyobrazić sobie okrągłe stoły w stodole. Przykro mi, też kocham okrągłe stoły, ale styl ludowy aż się prosi o typowo biesiadną konstrukcję. Macie tutaj do wyboru ustawienie w kształcie litery U: 

E: 
 i O:  
Dekoracja stołów dla gości i stołu prezydialnego powinna być jak najbardziej spójna z całością. Kolory przewodnie w bukietach i dodatki w postaci zbóż, owoców i warzyw do dekoracji idealnie będą współgrały z całością. Natomiast krzesła możemy sobie odpuścić. Moja propozycja, która będzie najlepiej harmonizowała z całością – ławki.
Czas na mój ulubiony fragment aranżacji – papeteria ślubna. Zaproszenia, winietki na stoły to już chyba weselna klasyka. Wiadomo, że ideałem będzie jeśli klasyczne zaproszenia, jak i winietki czy ewentualnie menu dla gości, będą miały wspólny motyw rysunkowy. Jeśli jednak, chcecie zaskoczyć swoich biesiadników, proponuję pójść o krok dalej i zamiast klasycznych papierowych winietek obdarować każdego z gości sezonowym owocem, np. jabłkiem, do którego ogonka możemy przyczepić kartkę z imieniem i nazwiskiem. Oczywiście, jeśli wiecie jak zrobić spersonalizowane jabłka z imionami na skórce (częste zjawisko w sklepach w Walentynki) – świetnie! To na pewno zrobi wrażenie. Podobnie radzę postąpić z klasyczną tablicą stołów i ich numeracją. Zamiast wielkiego brystolu na stojaku, obleczcie stóg siana babciną chustą, a do niej przypnijcie kartki z rozmieszczeniem stołów, rzecz jasna za zgodą babci! Odnośnie numeracji stołów, odpuście standardowe 1,2,3 i pobawcie się w zabawne nazwy. Często na wsi ludzie nazywają sąsiadów imionami głów rodziny, czyli mamy Jasików, Władków, Cześków – dla Waszych potrzeb użyjcie mianownika Jaśkowie, Władkowie, Cześkowie. Możecie oczywiście posłużyć się innymi nazwami i każdy stół mianować innym rodzajem zboża albo rozbawić usadzając przy stole o nazwie Warchlaczki młodzież do lat 16. ;) Wszystko zależy od Waszej inwencji, ale także od poczucia humoru Waszych gości, warto o tym pamiętać.
Punktem kulminacyjnym są oczywiście stroje Pary Młodej. Jeśli pochodzicie z bardziej kultywującego tradycję regionu, możecie po prostu przeprowadzić wywiad środowiskowy i wystąpić w strojach ludowych. Osobiście, jestem temu przeciwna, bo może się zdarzyć, że nie jesteście najbardziej związani z Waszym regionem, przez co ubiór ludowy nie będzie adekwatny i może narazić Was na śmieszność. Spokojnie, nie musicie całkowicie z tego rezygnować. Dzisiaj można wszędzie dostać drobiazgi w stylu spinek do koszuli w kształcie, w tym przypadku np. kosy bądź innego narzędzia z kategorii FOLK, czy wzorzystego krawata w kolorach przewodnich. Dla Panny Młodej znakomitym dodatkiem będzie kolorowy pas do suknie czy wianek.

Obiecałam, że wspomnę również o dopasowanej do danego stylu muzyce, menu czy strojach podwykonawców. Na początku chciałabym zastrzec, że nie zawsze warto dościgać ideału kosztem dobrej zabawy. Jeżeli wiecie, że Wasi goście najlepiej będą bawić się przy rockowych hitach, to powinno być Wasze kryterium w doborze muzyki weselnej. Możecie jedynie dodatkowo pokusić się o jakiś regionalny pierwszy taniec, co będzie niewątpliwie oryginalnym pomysłem. Podobnie rzecz ma się z jedzeniem. Myślę, że każdy kto chociaż raz był gościem weselnym wie, że po przyjęciu wspomina się najbardziej dobrą muzykę i smaczną kuchnię. No chyba, że stryjeczna ciotka kuzynki Zosi tańczyła na stole, a wujek Romek zasnął w sałatce, wtedy gwarantuję, że nikt nie będzie pamiętał przesolonej zupy. :) Tak czy inaczej, jeśli macie ochotę zabawić się w perfekcyjną parę młodą proponuję przeprowadzić szerokie poszukiwania folkowej kapeli. W dobie Internetu nie stanowi to dużego problemu, musicie tylko pamiętać o tym, że niejednokrotnie muzycy mają swoje określone obszary działalności i nie wszyscy przyjadą z Krakowa do Gdyni. Za to z menu możecie bardziej poszaleć. Wiadomo, wesele w stodole wiąże się z koniecznością zorganizowania firmy cateringowej, więc warto rozejrzeć się za taką, która w swojej ofercie ma tradycyjne polskie dania. Jeśli nie macie w tym temacie doświadczenia, proponuję wywiad z babcią i dziadkiem. W zależności od regionu można stworzyć niepowtarzalne smaki, które zakręcą łzę w oku niejednemu stryjkowi. ;)


poniedziałek, 5 września 2016

Motyw przewodni - czas start !

Większością facebook’owych głosów wygrał cykl poświęcony prezentacjom różnych motywów przewodnich przyjęcia weselnego. Szczerze powiedziawszy – to był mój faworyt, gdyż od dnia zaręczyn, inspirację znajduję na każdym kroku. Słowem, podaj mi Wasz ulubiony przedmiot/kraj/sposób spędzania czasu, a stworzę z tego aranżację!
Przyznam, że ten cykl będzie dla mnie szczególnym wyzwaniem, gdyż mogąc bazować na materiałach internetowych, posty powstawałyby co 5 minut! Niestety (dla mnie), każdy ma prawo do własnego dzieła, a zatem proszę doceńcie trudy i bądźcie łaskawi dla słowa pisanego, zastępującego niejednokrotnie fotografie.
Na początek pokrótce rozsmakuję Was w tym, co nadejdzie już niebawem i zostawię do Waszej dyspozycji mały przewodnik po tej serii. Planuję 15 rozdziałów, z których każdy prezentował będzie odrębną stylizację. Przejedziemy się wspólnie przez kalifornijskie plaże, zajrzymy na bal maskowy do Wenecji i zaproszę Was na spacer po moich ukochanych irlandzkich klifach. Nie zabraknie też klasyki w stylu retro, folk, czy glamour, a w międzyczasie poczujemy się jak królowe i królowie w wielkich pałacach, szlachta na dworze, współczesna arystokracja na salonach, a na koniec być może skończymy na… siłowni! (W nagrodę za ogromną pomoc Pana G :*) Obiecuję, że nie zabraknie także pomysłów dla muzycznych freak’ów, marynarzy czy pilotów, a jak dobrze pójdzie na całość podsumujemy tematem kolorów przewodnich przyjęcia, dla tych co bardziej niezdecydowanych.

W każdym z rozdziałów znajdziecie inspiracje do stworzenia ślubnej papeterii, ustawienia stołów, dekoracji sali czy wyboru miejsca i środka transportu. Według mojej fanaberii, ciekawym pomysłem jest także dopasowanie muzyki, menu, zabaw weselnych, a nawet elementów strojów dla obsługi podwykonawczej do charakteru przyjęcia, nie wspominając już o gadżetach, w jakie można wyposażyć Młodą Parę, dzięki którym zrobią super wrażenie na gościach, a cała impreza będzie perfekcyjnie spójna.
Standardowo, jeśli macie jakiś niekonwencjonalny pomysł – piszcie w komentarzach! Uwierzcie, że z nawet najbardziej na pozór niepasującego do wesela hobby (jak siłownia :D), można zrobić ciekawą stylizację, a ja bardzo chętnie rozszerzę tę serię o Wasze pomysły.


Trzymająca w napięciu :)

piątek, 2 września 2016

Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze

10. Czy wybrany przez nas styl uda się pogodzić z ustalonym wcześniej budżetem?
(czy dekoracje, samochód, stroje Pary Młodej adekwatne do stylu, nie będą zbyt dużym obciążeniem finansowym i organizacyjnym)


 Pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy. ~ Marilyn Monroe


Prawda znana i lubiana przez większość znanych mi kobiet, jednak w temacie weselnych wydatków, dosyć niebezpieczna. Jako nałogowa zakupoholiczka zostałam zobligowana przez Pana G., do złożenia uroczystej przysięgi konsultowania KAŻDEJ decyzji finansowej i pod żadnym pozorem niepodpisywania umów kredytowych… Niestety zakupoholizm połączony z realizacją szalonych pomysłów z prędkością światła w moim wykonaniu oznacza kłopoty. Na szczęście Pan Bóg nade mną czuwa i wie, że tylko miłość może mnie uchronić przed skończeniem pod mostem w szpilkach od Louboutin’a <3
Tym niezbyt optymistycznym wstępem, chciałam Wam – drogie Panie powiedzieć, że czasem warto polegać na tej bardziej oszczędnej połowie, zwłaszcza w kwestiach wydatków ślubnych. Dlaczego? A to dlatego, że wesele i tak pochłania w znacznej mierze niebotyczne sumy pieniężne, stąd czasem drobiazg, zupełnie nieistotny z punktu widzenia całości przyjęcia, dla Waszej kieszeni może mieć znaczenie co najmniej spore. Warto przy tym pamiętać, że poza uroczystością, czeka Was jeszcze całe życie i czasem szkoda wydawać pieniądze na gadżety, które ani nie zostaną z Wami na dłużej, ani goście specjalnie nie zwrócą na nie uwagi. Umiar to wartość zdecydowanie uniwersalna. Wow… Pan G. pewnie drukuje teraz to zdanie i zaraz zobaczę je and łóżkiem, także doceńcie moje poświęcenie, bo ten post będzie mnie dużo kosztował. ;)
Podsumowując, polecam Wam realizować swoje pomysły tak, aby nie przesłoniło to w efekcie Was tego dnia, ale i Wam prawdziwego sensu całego zamieszania. Bądźcie dla siebie najważniejsi i co najważniejsze, nie pozwólcie by kłótnie o pieniądze zrujnowały Wam cudowny czas oczekiwania i przygotowań. Do wszystkich Panów – pozwólcie przyszłym żonom na odrobinę fanaberii. Podpowiedź dla bardziej ograniczonych finansowo – niech to będzie jedna rzecz, ale od początku do końca odpowiadająca marzeniom Waszych dam serca, np. balony w kształcie serca albo wyśniony nadruk na zaproszeniach. Do wszystkich Pań natomiast – pozwólcie przyszłym mężom dożyć dnia ślubu. ;) Mam na myśli nie dopuśćcie, aby sprawdzając konto zszedł biedny na zawał. Warto czasem posłuchać dobrych rad i w spokoju przemyśleć, czy aby księga gości za 200 zł jest aż tak niezbędnym wydatkiem? Czy poza kilkoma dniami po weselu, kiedykolwiek do niej zajrzycie?

I kto to mówi ;)

stylizacje

6. Jaki będzie styl przyjęcia weselnego? 
(folk/glamour/elegancja/pałac królewski/rustykalny/morskie opowieści/nowocześnie)
7. Jakie miejsce będzie pasowało do wybranego stylu?
(karczma/pałac/hotel/dworek/stodoła/las/namiot/jacht)


Postanowiłam za jednym zamachem pomóc Wam w odpowiedzi na oba powyższe pytania, ponieważ dosyć mocno się ze sobą wiążą na mój gust. O samych stylach przyjęcia weselnego napisano już tyle, że ciężko będzie w tym temacie popisać się kreatywnością, ale wszystkim przyszłym Pannom Młodym, serdecznie polecam książki autorstwa Bridelle – Wasz piękny ślub (http://www.empik.com/wasz-piekny-slub-waltz-karolina-piechota-magdalena,p1127949173,ksiazka-p).


 Znajdziecie tam mnóstwo inspiracji odnośnie stylizacji i aranżacji ślubnych oprawionych niezwykłymi fotografiami. Dodatkowo czeka na Was garść porad od profesjonalistów. Pozycja naprawdę warta swojej ceny. Korzystajcie ;)

Wracając do naszych ogólno wizyjnych ustaleń, dziś na tapetę wjeżdża styl przyjęcia weselnego w połączeniu z miejscem jego organizacji. Warto te dwie kwestie rozważyć razem, gdyż często wymarzona aranżacja, może przekreślić plany dotyczące miejsca przyjęcia i odwrotnie. O tyle o ile, w standardowej sali weselnej łatwiej stworzyć każdą stylizację, o tyle już znacznie ciężej sobie wyobrazić morskie opowieści w pałacyku. Oczywiście, dla chcącego nic trudnego i zakładam, że uparciuchy dopną swego w każdym z mało standardowych połączeń, jednak osobiście jestem zdania, że nie rzadko cel nie uświęca środków i totalna zmiana charakteru wymarzonej sali wprowadzi brak spójności, a czasem może po prostu zdezorientować gości i odwrócić ich uwagę od najważniejszych tego dnia osób.
Zatem, kiedy zaczniecie już zwiedzać różne zakątki w poszukiwaniu idealnego miejsca, zauważycie, że poza wynikającym z nazwy czy położenia charakterem sali, większość z nich będzie posiadało też swoją dekoracje w tzw. pakiecie. Będą to niekiedy nienarzucające się elementy wystroju przesądzające o efekcie końcowym aranżacji.
Zapraszam Was do dalszego śledzenia bloga, bowiem w najbliższej przyszłości planuję cykl poświęcony różnym pomysłom na stylizacje weselne.


Zainspirowana :)