niedziela, 11 września 2016

Do poduszki


Od pewnego czasu każda choroba w mojej rodzinie skłania mnie do refleksji. Ten stan, kiedy organizm walczy z infekcją przypomina mi o pewnym momencie mojego życia, w którym mój system nerwowy walczył z podobnym przeciwnikiem. Właściwie teraz myślę o tym, jak o walka z samą sobą, a może nawet zwalczaniu samej siebie. Z perspektywy czasu dostrzegam, jak pewne sytuacje w moim życiu spowodowały, że podjęłam decyzję na poziomie podświadomości, o konieczności bycia kimś innym niż byłam. Piszę dziś o tym dlatego, że na co dzień spotykam osoby, zwłaszcza kobiety, które w tym schemacie walki ze swoim „ja” ciągle funkcjonują. W moim przypadku przyczyna choroby była łatwa do zaobserwowania. Zawsze jedna z najlepszych uczennic, choć zawsze ze świadomością, że niezasłużenie. Szczerze mówiąc, musiałam być cholernie zdolna, bo wkład pracy był absolutnie nieproporcjonalny do efektu. Bardzo szybko zaobserwowałam, gdzie społeczność szkolna umiejscawia „kujonów”, więc nie chciałam pozwolić przypiąć sobie tej łatki. Analizując to z perspektywy dnia dzisiejszego, wybrałam bardzo ciekawy sposób na to, żeby udowodnić sobie i innym, że jestem fajnym kujonem, jeśli już musiała nim być. Jako urodzona obserwatorka, błyskawicznie połączyłam pewne fakty i odkąd pamiętam wybierałam środowiska, w których po pierwsze byłam totalnie akceptowana, a po drugie były to grupy, w których mogłam realizować ideę buntowniczą. Do dziś pamiętam, jak kiedyś ktoś powiedział, że rzadko spotyka się osoby tak dobrze się uczące, które są jednocześnie tak bardzo spoko. No i wpadłam w pułapkę. Z uwagi na to, że okres samobiczowania już dawno za mną, a spowiedź przeprowadzam w innym towarzystwie, nie będę opisywać co kryje się pod słowem bycia spoko. Zresztą chyba nie trudno się domyśleć. Tym sposobem w wieku gimnazjalnym radośnie postanowiłam, że kujonem nie będę. Czy było warto? Trudne pytanie. Dziś uważam, że był to dla mnie absolutnie edukacyjny czas. Nauczyłam się bardzo dużo o ludziach, poznałam środowiska, dzięki którym praca, którą chcę wykonywać okazuje się odrobinę łatwiejsza. Niestety, wszystko ma swoją cenę, chociaż i tak uważam, że ja dostałam wyjątkowo łagodną lekcję i moja historia skończyła się niespodziewanie pozytywnie, ale żeby dziś to napisać, potrzebowałam roku. Trzystu sześćdziesięciu pięciu dni na to, żeby przepłakać wszystko to, co należało przepłakać, ukarać się za wszystko, co ukarania wymagało i znaleźć odpowiedzi na pytania, które dudniły echem w mojej głowie od wielu lat i na koniec trwać w żalu do samej siebie i poczuciu winy kilka długich miesięcy, żeby sobie wybaczyć. To najtrudniejszy etap i wydaję mi się, że nie pomylę się, jeśli powiem, że ciągle trwa. Ciągle jest wiele osób, które nie usłyszały przepraszam, ciągle jest wiele spraw, które wymagają przemyślenia i poukładania od nowa, ale najgorsze za mną. Czy mogłam tego uniknąć? O tak. Mogłam i bardzo bym chciała, żeby mogła uniknąć tego każda młoda dziewczyna, która nie do końca wierzyła w siebie od najmłodszych lat. I mówię tu o tych, które nigdy nie słyszały, jak są piękne i wartościowe. Nie, nie od mężczyzn, którymi się otaczały. Nie od tych, którymi próbowały bezskutecznie załatać dziurę w swoim sercu, ani od tych, o których myślały prawdziwa miłość. Ja swoją odpowiedź na pytanie znalazłam w bardzo niepozornej książce autorstwa Johna i Stasi Eldredge pt. Urzekająca, którą Wam wszystkim bardzo polecam. Facetom, po to żeby zrozumieć kobiety, a także swoje zachowania wobec kobiet. Kobietom, polecam dla ukojenia ich dusz. Znajdziecie tam dziewczyny słowa, które powinny zostać dawno wypowiedziane. Znajdziecie odpowiedzi na wiele pytań. Ja już wiem, dlaczego tak długo nie mogłam siebie zaakceptować. Wiem też, dlaczego walczyłam ze sobą i próbowałam zniszczyć swoją duszę. Było kilka takich momentów, kiedy chciałam po prostu nic nie czuć. Nie umrzeć, tylko nie czuć emocji. To jest jedna z tych cech, które były bardzo moje, a które tak bardzo mi przeszkadzały. Odkąd pamiętam byłam jedną wielką intensywną EMOCJĄ. Kiedy analizuję pewne sytuacje bardzo dokładnie to widzę. Zakochiwałam się na zabój na pierwszej randce, kiedy ktoś mi sprawił przykrość – obrażałam się na całe życie, a kiedy wpadłam na jakiś genialny pomysł, oddawałam się cały sercem jego realizacji. Niestety, świat nie lubi tak emocjonalnych ludzi. Nasz dzisiejszy świat emocjonalność i wrażliwość próbuję uciszyć, zamknąć i stłamsić w zarodku. Emocjonalność jest słabością, która w dzisiejszych brutalnych czasach wzbudza częściej śmiech niż choćby akceptację. Do dziś pamiętam, jak przepłakałam całą noc z powodu młodego chłopaka, który z rozpaczy po śmierci ukochanej osoby wypił na raz 7 piw. Potrafiłam tak głęboko wczuć się w jego sytuację, a ponadto wyobrażenie bólu fizycznego spowodowanego tak dalekim upojeniem alkoholowym młodego organizmu, wywołało we mnie niepohamowaną rozpacz. Z czym spotyka się taki człowiek dzisiaj, chyba łatwo zgadnąć. W związku z tym, w momencie w którym stało się to dla mnie na tyle niewygodne, że nie mogłam znaleźć dla tego ujścia, postanowiłam to zniszczyć, a co za tym idzie znieczulić swoje serce do poziomu nieodczuwania. Dziś myślę, jakaż to strata dla ludzkości wyeliminować wszystkie wrażliwe osoby. Dziś jednak patrzę z pozycji analityka i pracuję nad tym aby tą emocjonalność w ludziach wzbudzać, a sama nauczyć się z niej cieszyć i ją szanować. Wtedy – była wrogiem numer jeden. Niezwykle często obserwuję to zjawisko wśród innych ludzi. Poznaję dziewczynę, której cudowną cechą jest umiejętność celebrowania prostych chwil. Potrafi cieszyć się z lektury przy kubku gorącej herbaty, z momentu spędzonego we własnym towarzystwie z pamiętnikiem w dłoni. Czy świat akceptuje takich ludzi? Nasz imprezowy świat, który pędzi za wielokrotnością doznań, który wrzuca nas do worka z możliwościami wyboru i bombarduje bodźcami z każdej strony. Niestety, dla tego świata ta dziewczyna jest z pewnością nudną outsiderką. Z drugiej strony indywidualistka z bardzo wysoką miłością własną, tzw. pozytywna egoistka, która bardzo precyzyjnie potrafi określić granice swojej przestrzeni życiowej i nie lubi zbytniej ingerencji w tą przestrzeń ze strony osób trzecich. Kocha swoje towarzystwo i najlepiej czuje się, kiedy nikt i nic jej nie zaskakuje. Wyrok społeczeństwa – DO WYMIANY. Gdy tylko przekroczy próg gimnazjum dowie się, że powinna mieć chłopaka, zakochać się w nim na zabój, a najlepiej w niedługim czasie z powodu tej miłości cierpieć. W wieku około 20 lat usłyszy echa groźby staropanieństwa, a po 30stce dowie się, że to już ostatni dzwonek na dziecko! Pomijając oczywiście fakt, że każda z nich w między czasie usłyszy, na co powinna chodzić do kina, a co jest ogólnie uznane za głupie, jakie poglądy są jedyne i właściwe oraz co przystoi, a co nie kobiecie w jej wieku. Społeczeństwo nie pozwoli im znaleźć własnej drogi, wybrać osobistej ścieżki. Społeczeństwo będzie na siłę, wszelkimi środkami starało się uchronić je przed rychłym kataklizmem, który uczynią ze swojego życia jeśli nie posłuchają tych bardziej doświadczonych, bardziej mądrych, bardziej posuniętych w latach czy samouwielbieniu, generalnie TYCH BARDZIEJ I LEPIEJ. Moje refleksja – nie warto, chociaż to chyba najtrudniejsza decyzja w życiu. Z mojego doświadczenia wynika jedno, bycie sobą automatycznie prowadzi selekcję wartościowych osób w naszym otoczeniu. Nawet nie trzeba specjalnie ucinać kontaktów, czy oficjalnie żegnać się, z niektórymi. Jeśli w Twoim otoczeniu, jest choćby jedna osoba, która zna CIEBIE prawdziwą, to sam fakt bycia w kręgu Twoich bliskich świadczy o tym, że jesteś wspaniała w tym właśnie wcieleniu. Ja to nazywam jesteś piękna, nawet rano! Bez emocjonalnego makijażu, idealnej fryzury czy wyprasowanej sukienki. Gwarantuje, że wszyscy Ci którzy są z Tobą teraz, bo pasujesz do ich wyobrażenia o Tobie, znikną szybciej niż Ci się to wydaje. Odkryj siebie w całości, postaw na swoim, zorganizuj choćby jeden dzień Moniki, Pauliny, Oli, Kasi czy Marty, a zobaczysz, kto zostanie przy Tobie i powie: idę z Tobą, kocham Cię, jesteś idealna.


Słowo na niedzielę ;)

4 komentarze:

  1. Wszystkie lekcje życia i sytuacje, które musiałaś przejść ukształtowały Twój wyjątkowy charakter jaki masz właśnie teraz. To czyni Cię kobietą, którą jesteś teraz - Urzekającą

    OdpowiedzUsuń
  2. Wielkie rozczarowanie. Spodziewałam się praktycznych porad i wskazówek d.s. organizacji ślubu i wesela. Co zastaję? Rozegzaltowane wyznania nie do końca dojrzałej emocjonalnie panienki, której jedynym osiągnięciem życiowym zdaje się usidlenie jakiegoś nieszczęśnika, który - sądząc po zdjęciach - nawet nie zatroszczył się o dobór odpowiedniego pierścionka... Mój komunijny pierścionek jest bardziej okazały i szykowny. Poza tym nigdy nie sądziłam, że istnieją jeszcze na świecie ludzie tak bardzo skupieni wyłącznie na sobie i własnych tzw. PRZEŻYCIACH (ten caps lock to wyłącznie cytat z twojej stylistyki). "Niepoprawna romantyczka"? Można tak pisać o sobie w wieku lat 15, ale nie 20+... Do stałego związku, a tym bardziej ślubu, potrzeba dojrzałości i miłości! A w twoich wpisach jakoś zachwytu nad narzeczonym nie wyczuwam... raczej nad samą sobą. ("musiałam być chyba cholernie zdolna", LITOŚCI) Chyba że owo pieszczotliwe "Pan G" ma wystarczyć za cale oceany czułości... Życzę dużo owocnych przemyśleń i... rozsądku. Czytelniczka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Pani Karolino, przykro mi, że rozczarował Panią mój blog, wpis, mój pierścionek, mój związek, a co więcej nawet moja osoba. Chociaż z drugiej strony dziękuję, że zwróciła Pani uwagę na moje skupienie na samej sobie i docenienie samej siebie - długo nad tym pracowałam i cieszę się, że w końcu udało mi się to osiągnąć. Bardzo podoba mi się sposób, w jaki Pani pisze. Wydaje mi się, że ma Pani ogromny zasób słownictwa i umiejętność wyrażania wprost swoich myśli. Proszę o jakiś link do Pani twórczości, bo jestem początkującą "blogerką" i szczerze mówiąc bardzo chętnie się czegoś nauczę. W sprawie praktycznych porad i wskazówek odnośnie organizacji ślubu i wesela, odsyłam do pozostałych postów. Mam nadzieję, że wzbudzą znacznie mniej negatywnych emocji. Dziękuję za życzenia i wskazówki, postaram się wziąć je głęboko do serca. Przesyłam dużo ciepła i pozdrawiam.

      Usuń
  3. Bardzo mądrze napisane. Jak wiele wniosków mogłaś wyciągnąć i wiele się nauczyć.
    Niedawno właśnie jechałam z przyjaciółką autobusem i rozmawiałyśmy o tym, jaka jest presja społeczeństwa, że z roku na rok staje się to jeszcze bardziej widoczne, że kiedyś każdy żył swoim życiem, a teraz wszyscy chcą żyć innych i się do wszystkiego wtrącają.
    Warto być sobą, choć bywa ciężko, ale ja myśle, że lepiej mieć mniej znajomych i być zadowolonym z życia niż więcej, a być kimś innym w towarzystwie :)

    OdpowiedzUsuń