piątek, 28 października 2016

Wynurzeń ciąg dalszy ;)



Najbardziej zabolał mnie zarzut dotyczący mojego związku. Wiadomo. Ostrze było wycelowane w najbliższa mi osobę. Osobę, która wstaje codziennie dużo wcześniej niż musi, tylko po to żeby zrobić mi śniadanie i spędzić ze mną czas przy porannej kawie. Osobę, której miłość dotyka mnie na każdym kroku, każdego dnia. Kiedy otwieram lodówkę i widzę obiad w pojemniku przygotowany dla mnie, żebym nie musiała się denerwować, ze nie mam czasu na dietę. Kiedy wracam wykończona po całym dniu pracy i widzę czystą kuchnię, wywieszone pranie i zakupy w lodówce. Kiedy nie widzimy sie zaledwie kilka godzin i dostaję sms’a: Tęsknię L. Kiedy robię ważny projekt i wiem, ze jest ktoś kto spojrzy na to troskliwym okiem, a jego ewentualna krytyka będzie zawsze trafna, cenna i wyłącznie konstruktywna. Także wtedy, kiedy słyszę: Wiesz... jak dzwoniłem i mówiłem, że wsiadłem w zły autobus, to wiedziałem, że Ty wiesz co sie dzieje we mnie w tamtej chwili. Bez slow. Kiedy wracamy z pracy, oboje w dobrych humorach, i po krótkiej wymianie zdań, słyszę od współlokatorki: uwielbiam Was! Jesteście świetni! ;) Kiedy po kłótni każde z nas potrafi powiedzieć: Daj spokój. Szkoda życia na takie pierdoły. Może nawet zwłaszcza wtedy, gdy wszystko w moim życiu chwilowo się posypało, cała wizja bezpiecznej przyszłości została brutalnie zmieniona i wtedy usłyszałam: poradzimy sobie! Cokolwiek by się nie działo damy rade. Razem możemy wszystko. Wtedy kiedy potem prowadzimy kilkugodzinne rozmowy dopingując się i wspierając. Kiedy oboje możemy powiedzieć: gdyby nie Ty, nie byłoby mnie tutaj. Nie miałbym/miałabym tyle siły. Kiedy przychodzi 25-ty i oboje mamy puste portfele, patrzymy na siebie i potrafimy sie roześmiać, że dobrze mieć wodę w czynszu :D Ale także wtedy gdy widzę łzy w jego oczach, bo: nie mogę zabrać Cię na wymarzoną kolację. Czasem też wtedy kiedy wyjeżdżam bez Ciebie i rano budzę się z przerażaniem odkrywając, że nie ma Cię obok i rozglądając się nerwowo po pokoju usiłując przypomnieć sobie, na którą masz dzisiaj do pracy, zdają sobie wreszcie sprawę, że jestem poza domem. To jest dla mnie miłość – momenty, krótkie chwile, małe rzeczy, które świadczą o uczuciu, także te bardziej spektakularne emocjonalnie, które pozwólcie, że zachowam głęboko w swoim sercu. To są rzeczy, które mówią – myślę o Tobie cały dzień. Powyżej wskazałam tylko przykłady, bo takich sytuacji nie brakuje, jednak nie jestem największą fanką dzielenia się tym ze światem, często tak praktycznym i zero-jedynkowym. Jedno jest pewne... nie zamieniłabym tych wszystkich chwil na żaden największy, najdroższy nawet pierścionek na świecie, którego zresztą bym pewnie nie nosiła, z obawy przed utrata dłoni.

Ktoś kto wie, że jego miłości nie wyrazi ogromny brylant, nie musi porywać się na takie gesty. Tutaj specjalna gwiazdka – gratuluje wszystkim, którzy osiągnęli taki sukces finansowy i mogą pozwolić sobie na wszystko. Cieszę się tym razem z Wami i dla Was, ale każdy swoje życie układa po swojemu. My tez mogliśmy wygodnie żyć, nie martwiąc się o pieniądze i prace, ale wybraliśmy inaczej. Postawiliśmy na siebie, na swoje możliwości i osiągnięcia. Chcemy bez niczyjej pomocy dojść do etapu, na którym będziemy z siebie dumni. Z cala pewnością dla kogoś ten wybór jest absurdalny... dla nas? Jedyny do przyjęcia. Jesteśmy oburzająco szczęśliwi nie dlatego, ze mamy to inni nazywają wszystkim, ale dlatego ze mamy swoja definicje wszystkiego. Czy to w takim razie miłość jak z bajki? Z pewnością nie. To raczej 7 lat jazdy bez trzymanki, cierpienia, ranienia się nawzajem i całego tego procesu, który teraz nazywamy „wspólnym dorastaniem”. Po 7 latach spędzonych mniej lub bardziej razem, możemy powiedzieć jedno - nie jest łatwo. Na szczęście żadne z nas nie wyrzuca zepsutych zabawek. Każde z nas wie, że największy na świecie brylant, nie wyrazi tego, ile wspólnie przeszliśmy i jak bardzo się kochamy.

            Niepoprawni romantycy mają to do siebie, ze są nadwrażliwi. Wzrusza nas masa rzeczy, wobec których inni często przechodzą obojętnie i o ile za te wzruszenia jestem Bogu bardzo wdzięczna, o tyle wrażliwość na krytykę i ludzką nienawiść chętnie bym wyciszyła do zera. Jak już pewnie się domyślasz, Drogi Czytelniku, ostatnia absencja na blogu spowodowana była właśnie takim przejawem ludzkiej, niezrozumiałej dla mnie złości. Bo jak można wytłumaczyć fakt, że ktoś zakłada konto na blogspot, tylko po to żeby Ci napisać co myśli o Tobie i Twoich najbliższych. Zawsze nie do końca pewna siebie, wierzyłam we wszystko, co słyszałam na swój temat z zewnątrz. Próbowałam na różne sposoby, na siłę dopasować się do oczekiwań całego świata. Ostatnie tygodnie natomiast poświeciłam na analizę tego i rozmowę z najbliższymi dla mnie osobami. Jedna z nich, notabene mój osobisty autorytet w sprawach blogowania, powiedziała coś co, mam nadzieję, na długo pozostanie w mojej pamięci - jeśli Cię nie krytykują, tzn. że robisz wszystko to co wszyscy, tak jak wszyscy i prawdopodobnie z tym samym skutkiem. Cóż… prawdziwe i będę Ci kochana wdzięczna za te słowa bardzo długo. J Ten blog założyłam z myślą o dzieleniu się z Wami moimi ślubnymi inspiracjami. Czasem, być może popełnię jakiś osobisty post, ponieważ kocham pisać, przelewać myśli na papier. Jeżeli ktokolwiek z Was poczuje się tym zniesmaczony, zawiedziony mogę powiedzieć tylko – wybaczcie – i obiecać, że na pewno zdecydowana większość postów będzie w tematyce ślubnej.  



            Co do 23-letniej niepoprawnej romantyczki – I really love her ! J Dzięki niej tak mocno i bez pamięci się zakochałam, dzięki niej wzruszam się na komediach romantycznych, dzięki niej zachwycają mnie kolory jesieni, dzięki niej nie przejdę obojętnie wobec zmarzniętego dziecka na ulicy, przez nią umrę z wyrzutów sumienia, gdy skrzywdzę bliską mi osobę, przez nią będę tygodniami przeżywać nienawiść panującą w dzisiejszym świecie, przez nią nieprzychylny komentarz zachwieje moją samooceną na długie tygodnie. Dzięki niej moje życie ma barwy. Dzięki niej jestem niewyczerpanym źródłem niespodzianek dla mojego narzeczonego. Życie to podobno sinusoida. Moje życie ma zdecydowanie spektakularną amplitudę, ale skoro mieliście okazję na własne oczy zaobserwować te dolne wartości, spróbujcie sobie wyobrazić, co się dzieję  na górze ;) 

Rozegzaltowana ;)