środa, 11 stycznia 2017

Coś więcej niż dekoracje, czyli rys przygotowań od wewnątrz

Bez względu na to, czy jako świeżo upieczona narzeczona już przebierasz nóżkami, żeby rozpocząć przygotowania do wesela, czy jeszcze nie nacieszyłaś się nowym statusem w związku, a już cały świat oczekuje od Ciebie podejmowania trudnych decyzji, ten post jest dla Ciebie. Przedstawiam Ci trzy rzeczy, które na pewno warto zrobić, zanim pochłoną Cię formalności i przygotowania.

1. Zadbaj o swoje ciało.

Podobno każda przyszła Panna Młoda, niezależnie od wyjściowej wagi, planuje schudnąć do wesela. Kwestię stosowania diety i odpowiedniego treningu pozostawiam specjalistom, ale warto skupić się na samej idei. Czy warto dostosowywać swój rozmiar do wymarzonego modelu sukni, albo w szaleńczym tempie zrzucać zbędne kilogramy na kilka tygodni przed uroczystością? Osobiście jestem przeciwniczką takich rozwiązań. Każda z nas w dniu zaręczyn ma określoną budowę i wagę ciała. Jeśli od dawna pracujesz nad sylwetką i zasadniczo dbasz o siebie, zastanów się nad tym, jak chciałabyś wyglądać, ale przede wszystkim czuć się w ten wielki dzień. Mdlejąca Panna Młoda będzie tak samo źle wspominana, jak ta z pękającą w szwach sukienką. Co do sukienki zresztą, sam jej zakup w wielu poradnikach dotyczących planowania wesela sugerowany jest na około 6 miesięcy przed ślubem. To całkiem sporo czasu.  Wybierz zatem taką kreację, która pasuje do Twojego rozmiaru już w dniu zakupu/ostatniej przymiarki i zamiast zostawiać zapas, zaplanuj 6 miesięcy tak, abyś Tego Dnia czuła się w niej swobodnie i komfortowo. Co ważne, od dnia zaręczyn do momentu kupna sukni zazwyczaj zostaje znacznie więcej niż pół roku. Przez ten czas warto zadbać, aby w dniu zakupu/ostatniej poprawki krawieckiej, nasza sylwetka była już tą docelową. O to jak to zrobić, żeby w połowie drogi nie nabawić się kontuzji albo co gorsza anemii, warto spytać profesjonalistę. Kiedy motywowana przez internetowych doradców biegałam na siłownię i codziennie wyszukiwałam nowe, ciekawe ćwiczenia mój narzeczony (z wykształcenia trener personalny), któregoś dnia słuchając moich przechwałek o tym, jakie to super ćwiczenie właśnie robię, otworzył z przerażeniem oczy – „I nikt nie przyszedł Cię poprawić?” Tym samym ostatecznie porzuciłam plany skomplikowanych treningów bez kontroli specjalisty.
2. Zadbaj o swój umysł.

Nasza psychika to jedna z tych sfer, która często płata nam figle podczas różnych ważnych wydarzeń w naszym życiu i o tyle, o ile ciężko będzie niektórym z nas zapanować nad wzruszeniem w dniu ślubu, to wydaje mi się, że z powodzeniem możemy powalczyć o odrobinę więcej spokoju i harmonii wewnętrznej tego dnia. Mam na myśli jakiś rodzaj strachu i niepewności, które często pojawiają się w głowach przyszłych małżonków tuż przed rozpoczęciem uroczystości. Ostatnio, świadoma swojej przewrotnej natury, kierowana obawą wykonania spektakularnej ucieczki sprzed ołtarza, wpadłam na pomysł, jak odrobinę oswoić się z perspektywą małżeństwa. Ktoś bardzo mądry powiedział mi, że miłość jest jak sól kuchenna. Na co dzień jej nie zauważamy, ale kiedy zapominamy posolić ziemniaki, natychmiast orientujemy się, jak jest istotna. Dlatego też postanowiłam częściej zdawać sobie sprawę z jej znaczenia. Wyobraźcie sobie, że od dnia zaręczyn, do dnia ślubu codziennie zapisujecie na małej kartce coś, co w narzeczonym Was szczególnie pociąga, urzeka, coś co tego dnia zrobiło na Was choćby najmniejsze wrażenie albo coś za co jesteście mu po prostu wdzięczne. Niech to będą drobnostki, jak np. zrobił mi pyszną kawę albo bardziej generalnie szacunek, zaufanie, dobroć. Możecie przeznaczyć na te karteczki słoik albo kopertę. Niech to będzie Wasze The Best of My Fiancé/Fiancée. Wydaje mi się, że jest spora szansa, że kiedy w dzień ślubu opanuje Was paraliżujący stres, wspomnienie takiej „listy przebojów”, może Wam odrobinę pomóc.

3. Zadbaj o swoją duszę.

To punkt dla bardziej uduchowionych, ale zdecydowanie jeden z najistotniejszych w moim odczuciu, bez względu na poglądy i wiarę. Czym jest dla mnie małżeństwo? Jaką chcę być żoną/mężem? Co oznaczają dla mnie słowa przysięgi małżeńskiej i czy aby na pewno je rozumiem? A może zwyczajne, jak być dobrym małżonkiem i wytrwać w związku na całe życie? Czasem się zastanawiam, czy aby na pewno wszystkie małżeństwa zostały zawarte w sposób ważny, tj. z pełną świadomością i rozeznaniem? Czy wszyscy małżonkowie wypowiadający słowa przysięgi mieli w dniu ślubu świadomość ich znaczenia? Obawiam się, że można byłoby wysnuć dość przerażający wniosek zagłębiając się w ten temat. Warto jednak zadać sobie powyższe pytania i zmusić się do udzielenia na nie odpowiedzi przed samym sobą. Sposobów jest mnóstwo. Można rozmawiać ze znajomymi małżeństwami, rozpytywać o recepty na udany związek rodziców albo dociekać o rozwiązania problemów najczęściej w związkach występujących. Można zagłębiać się bardziej w to, co o małżeństwie mówi Biblia, czy inne źródło wiary, w zależności od osobistych poglądów. Tak czy inaczej, na pewno warto poszukać także odpowiedzi w oparciu o nasze własne odczucia. Ja wiem, że daleka droga przede mną i cieszę się z tego okresu narzeczeństwa, bo mogę sobie pewne kwestie dokładnie przemyśleć, ułożyć w głowie, skonfrontować z moimi cechami, zwłaszcza tymi, które potencjalnie temu małżeństwu mogłyby zagrozić. Cel jaki sobie wyznaczyłam na ten czas – znaleźć te małe wredne demonki w sobie, dokładnie poznać i umiejętnie rozbroić. 

Tak, czy inaczej fajnie do małżeństwa przygotować się także od tej drugiej strony. Dekoracje, zaproszenia i sukienki to wbrew pozorom małe piwo, przy tym jaką pracę trzeba wykonać nad sobą, żeby wejść w ten nowy etap choć odrobinę przygotowanym.